Warto być sobą pomimo trudności i wyzwań

Wczoraj był moim ostatnim dniem w pracy na etacie (o mojej decyzji pisałem jakieś 2 miesiące temu). Pomyślałem sobie, że napiszę o tym, co czułem i czuje obecnie, ale w końcu postanowiłem przytoczyć wpisy osób, które napisały do mnie po moim pożegnalnym i ostatnim mailu. To w jaki sposób zostały napisane te podziękowania i ile przy okazji otrzymałem telefonów z podziękowaniami, uzmysłowiło mi, że to co robię ma sens, że moje pozytywne nastawienie zaraża. I wiem, że droga, która wybrałem, jest słuszna. DZIĘKUJĘ!

„Damian, powodzenia w Twoich nowych przedsięwzięciach, mocno trzymam kciuki! Serdeczności”

„Życzę Panu powodzenia i zamiany jednej strefy komfortu na inną, jeszcze lepszą. Dziękuję za lata współpracy i Pana pogodne usposobienie. DO USŁYSZENIA 😊”

„Stary, dziękuję Ci i wzajemnie, a w „Naszym Przypadku” Twój ostatni dzień w pracy nic nie zmienia, serwus!”

„My również dziękujemy za te wspólne lata pracy, za wszystko czego wspólnie się uczyliśmy od siebie (a swoja osobą, postawą dałeś mi dużo do myślenia), za to że zawsze o nas pamiętałeś, zaglądałeś do naszego pokoju przywitać się, gdy byłeś w naszym oddziale. Pamiętaj, mimo, że nasze ścieżki zawodowe się rozchodzą i mimo tylu kilometrów, które nasz dzielą zawsze możesz liczyć na naszą pomoc, wsparcie zawsze możesz zadzwonić porozmawiać… może bez ładu składu ale szczerze 😊”

„Tylko pamiętaj, by zawsze być sobą i nie bać się mówić tego, co myślisz albo tego, by głośno marzyć”

„Również dzięki za współpracę… i nie tylko. Za wspólną robotę, Twoje rady, spotkania… i tak zwane, rozmowy przy muzyce o sporcie … Wiesz, że nie lubię dużo gadać. Więc po prostu dziękuję za wszystko. Mam nadzieje, że będziemy w kontakcie. Powodzenia Stary … trzymam kciuki 😊”

„Powodzenia Damian!!!!!!!!! Zasługujesz na same najlepsze rzeczy!”

„Dzięki Damian. ŻYCZĘ zdrowia, wielu sukcesów, oraz spełnienia zawodowego na nowej drodze. W kontakcie 😊”

„Damian. dowiedziałem się chyba w zeszłym tygodniu i wierz mi, że było to dla mnie niemałe zaskoczenie. Zastanawiałem się o co chodzi i trafiłem na Twojego bloga. Jestem pod dużym wrażeniem tej decyzji i zastanawiam się czy kiedyś będzie mnie stać na taką dojrzałość. W każdym razie trzymam kciuki, aby wszystko się udało, bo naprawdę wierzę, że uda Ci się dopiąć swego. Pozdrowienia i do zobaczenia.”

„Damian, również dziękuję 😊 i życzę Ci wiatru w żagle w rejsie do lepszego jutra 😊”

„Cześć, trochę żal, człowiek się przyzwyczaja,  ale rozumiejąc chęć rozwoju osobistego życzę powodzenia i samych sukcesów. Dziękuję za profesjonalną, owocną ale i sympatyczną  współpracę. Jeszcze raz powodzenia i być może: Do zobaczenia 😊”

„Damian, jeszcze raz powodzenia, trzymam kciuki, dzięki za wsparcie i pozytywną energię 😊😊😊”

„Cieszę się że było mi dane poznać osobę, która była niekiedy „odmieńcem”, ale nie uległa presji otoczenia. Dziękuję za wszystko, ściskam Cię gorąco i do zobaczenia może kiedyś na bieszczadzkim szlaku 😊”

„Życzę wielu sukcesów na nowym polu działania, trzymam kciuki aby nowe było lepsze.

Wszystkiego dobrego 😊”

„Nie pisałam już maila, bo nie wiedziałam czy odczytasz. Z całego serca życzę Ci spełnienia na nowej drodze. Mało jest tak pozytywnych osób na świecie jak Ty. Tak trzymaj 😗”

I to tylko część tego co otrzymałem…, a przyznam się, że dużym zaskoczeniem było tyle pozytywnych słów. Wniosek z tego jest następujący:

Pozytywne nastawienie zaraża i to jest cudowne!

 

 

Zrozumieć własne emocje

 

Zrozumieć własne emocje …

Czasem sami nie do końca rozumiemy jakie targają nami emocje. Czy płacz jest czymś niewłaściwym? Czy zawsze musimy czuć się szczęśliwi? Jak to jest z tymi emocjami?

Emocje są czymś naturalnym, ale jednocześnie potrafią wywołać sporą dezorientację w nas samych. Wśród nas krąży wiele szkodliwych poglądów na temat emocji. Wielu z nas twierdzi, że okazywanie emocji jest słabością, prawdziwy mężczyzna nigdy nie płacze, a publiczne okazywanie emocji jest krępujące dla innych ludzi. Z drugiej strony emocje to coś co czyni nas ludźmi, a okazywanie emocji jest swoistym zaworem bezpieczeństwa, który pozwala upuścić z nas nieco pary. Wg mnie żadna emocja nie jest zła pod warunkiem co z tymi emocjami zrobimy. Najważniejsze to nauczyć się z nimi żyć i potrafić sobie z nimi radzić.

Nie możemy pozwolić, by emocje decydowały o naszym życiu, ponieważ wielu z nas podejmuje decyzje właśnie na emocjach, a następnie w racjonalny sposób tłumaczą swoje decyzje i zachowania zrzucając jednocześnie winę za negatywne emocje na innych. Słyszę wtedy często, że gdyby nie to czy tamto, to zachowałbym czy zachowałabym się inaczej. Gdyby nie ten czy tamten to moja reakcja byłaby inna. Pamiętaj, że Ty i tylko Ty masz wpływ na swoje emocje.

By jednak wpłynąć na zmianę swoich emocji należy zmienić myślenie. Dlaczego? Bo wszystko zaczyna się od myślenia. Myślenie wpływa na nasze emocje, emocje wpływają na nasze działania, a nasze działanie wpływa na nasze rezultaty. Wynika z tego, że emocje są składową naszych rezultatów i tego co w życiu osiągnęliśmy lub mamy zamiar osiągnąć.

Cytując jednego z pionierów współczesnej psychologii, Williama Jamesa:

„Możesz zmienić swoje życie, zmieniając swoje nastawienie.”

Zasada jest prosta…, gdy myślisz inaczej, czujesz inaczej, zachowujesz się inaczej i w ostateczności osiągasz lepsze rezultaty. Nie pozwól więc sobie, by emocje owładnęły Twoją osobą, bo w ostateczności wpłynie to na całe Twoje życie.

Uświadom sobie swoje możliwości

Naszła mnie dziś pewna refleksja. Refleksja związana z tym co nas na drodze naszego życia spotyka i jak na to reagujemy. I nie piszę tu o sytuacjach mniej lub bardziej pozytywnych, bo nie ma to znaczenia. Bo pozytywne sytuacje nas tylko uskrzydlają dając nam wiatr w żagle. Pytania, które wg mnie warto sobie postawić, jest następujące: Jak reagujesz na sytuacje, które są dla Ciebie negatywne i krzywdzące? Czy jesteś wtedy zły na ludzi i otaczający Cię świat? Czy winisz wszystko i wszystkich, że spotkało Cię nieszczęście?

Jeśli tak robisz to chcę Ci powiedzieć, że nie jesteś wyjątkowy. Wyjątkowym byłoby, gdybyś nikogo i niczego nie obwiniał. I nie martw się tym, że tak się zachowujesz. Całkowicie Cię rozumiem. Sam kiedyś tak reagowałem obwiniając za swoje niepowodzenia cały świat. Jak mając lat 26 nie awansowałem na kierownika pomimo tego, iż byłem przekonany, że powinienem. Jak urodził się Dominik, a lekarze stwierdzili niedotlenienie, sepsę i mózgowe porażenie dziecięce. Jak o mały włos nie utraciłem swojej cudownej żony, bo tylko wymagałem nic nie dając w zamian. Jak odwróciłem się od Boga i wiary na wiele lat. Jak straciłem kilkadziesiąt tysięcy złotych otwierając firmę. I takich przykładów mógłbym tutaj podać bardzo dużo. Bo jak powiedział słynny filozof Seneka „Errare humanum est.” (łac.) czyli „Błądzić jest rzeczą ludzką.” I błędy w naszym życiu to coś naturalnego. Pytanie tylko czy wyciągamy z nich wnioski? Bo jeśli tak, to fantastycznie. Wtedy zdobywamy doświadczenie. Bo czymże to doświadczenie jest? Wg Oscara Wilde, irlandzkiego poety, doświadczenie to nazwa, którą każdy nadaje swoim błędom. Ja często też mówię, że doświadczenie to suma błędów, które w życiu popełniliśmy, a z których to wyciągnęliśmy wnioski.

Uświadom więc sobie swoją moc i swoje możliwości. Sam zacznij decydować o sobie i swoich reakcjach na sytuacje, które w życiu napotykasz. Zacznij skupiać się na pozytywach, bo przyciągasz do swojego życia to, o czym najczęściej myślisz. Jak w życiu spotka Cię coś przykrego to zadaj sobie pytanie dlaczego to mnie spotkało? Czego ta sytuacja może mnie nauczyć? Te pytania wcale nie są proste, łatwe i przyjemne. Bo żeby je sobie zadać należy swoje ego schować bardzo głęboko do kieszeni. Sztuką jest reagować pozytywnie na negatywne sytuacje, bo w życiu wszystko się dzieje po coś. W każdej negatywnej sytuacji można znaleźć coś pozytywnego. Cytując Szekspira „…nic nie jest złem ani dobrem samo przez się, tylko myśl nasza czyni to i owo takim”.

Oznacza to ni mniej ni więcej, że poprzez nasze postrzeganie wydarzeń stajemy się współwinni tworzenia, a także niszczenia, każdej przeszkody, która staje na naszej drodze życia. Bez naszej oceny żadna sytuacja nie jest ani dobra ani zła. O wszystkim decyduje nasze postrzeganie. To Ty i ja decydujemy o tym, jak zinterpretujemy daną sytuację. Zachęcam więc do tego, by w każdej sytuacji w naszym życiu znaleźć coś pozytywnego, nawet jeśli na początku wydaje się to abstrakcyjne.

 

Nigdy nie rezygnuj ze swoich marzeń

Właśnie jesteśmy z Sylwią na fantastycznym spotkaniu. Spotkaniu pełnym inspiracji, którego nigdzie indziej nie doświadczysz. Ale po kolei…

Kilka lat temu zacząłem szukać czegoś, co da nam inny rezultat w życiu, bo obłędem jest robienie cały czas tego samego i oczekiwanie innych rezultatów. Myślałem o założeniu swojego biznesu, bo wiedziałem, że etat nie da mi tego co chcę. Fakt, znam wielu ludzi, którzy zarabiają bardzo dużo pieniędzy na etacie i mają dobre życie, ale nie mają stylu życia. Cały czas jest to tylko 26 dni urlopu w roku i to nie zawsze wtedy kiedy chcemy. A ja tak nie chciałem, bo praca na etacie to jak praca na smyczy, bo nie wiem jak bardzo byś chciał, to i tak nie ty decydujesz o sobie.

I spotkaliśmy się z biznesem sieciowym, który daje taką możliwość. Zaczęliśmy go budować wykorzystując najlepszy na świecie system nauczania firmy Network 21 i dość szybko przyszły pierwsze sukcesy. O tym, że Network 21 jest najlepszy świadczy chociażby fakt, że jest to firma, która działa w kilkudziesięciu krajach na całym świecie i o jej świetności mówi sam John Maxwell. Przyszły pierwsze pieniądze i uznanie. I niestety spoczęliśmy na laurach. Zamiast skupić się na tym, by iść za ciosem, to skupiliśmy się na naszych obecnych zajęciach. Sylwia na swojej firmie, a ja na pracy na etacie. Sylwii marzeniem był rozwój swojej firmy, a moim zostanie przed 40 rokiem życia dyrektorem. Takie tam marzenie faceta. I Sylwia i ja swoje marzenia spełniliśmy. Rozwijając swoje zajęcia nigdy jednak nie zrezygnowaliśmy z nauki i samorozwoju. Codziennie czytaliśmy i czytamy książki, nie opuściliśmy żadnego szkolenia i cały czas jesteśmy w środowisku fantastycznych ludzi sukcesu, liderów, za którymi podążają setki tysięcy osób. I dzięki Bogu, że tak się stało, bo wiele osób nam to odradzało. Ja dostałem nawet ultimatum, że stracę pracę. Skłamałbym, gdybym powiedział, że nasze sukcesy nie są wypadkową systemu szkoleniowego Network 21. Są i każdemu, z kim rozmawiam, o tym wspominam. Książki zmieniły nasze życie. Pozwoliły się rozwinąć i uratowały nasze małżeństwo. Bo nie zawsze było łatwo, lekko i przyjemnie. Ktoś mi kiedyś powiedział, że każdy problem, który kiedykolwiek powstał na świecie, został opisany w książkach wraz z gotowymi rozwiązaniami. I to jest fakt. Wiele razy słyszałem, po co i dlaczego budujemy jeszcze jakiś tam biznes skoro mamy w życiu to co mamy? Budujemy go po to, by mieć styl życia. By samemu decydować o tym, co chcemy w życiu robić. Bo my naprawdę mamy dobre życie, ale nie mamy stylu życia. Wielu naszych znajomych i przyjaciół tego nie rozumie, albo może nie chce zrozumieć. Czasem zastanawiam się dlaczego. Czy dlatego, byśmy nie mieli lepiej w życiu? Nie wiem. Wierzę jednak, że kiedyś się dowiem. Przestaliśmy już dawno słuchać wszystkich, którzy mówią nam, że nie warto, że szkoda czasu itd. Bo ludzie, którzy nam to mówią wcale nie mają lepiej od nas. W ponad 90% przypadków mają od nas gorzej, a i tak dalej mówią, że nie warto. I to jest niesamowite. Niby większość z tych osób chce mieć lepsze życie, ale kompletnie nic z tym nie robi lub cały czas szuka wymówek usprawiedliwiając swoje zachowania. Bo jesteśmy tylko ludźmi, którzy są mistrzami w wynajdowaniu racjonalnych powodów, by czegoś nie robić.

I jest dzisiejsze spotkanie. Spotkanie dla liderów, na które się zakwalifikowaliśmy. Gościem specjalnym jest para z USA, Ken i Jeniffer Woods. Niesamowici ludzie, którzy pracowali w wywiadzie USA. Niesamowita kariera. Ale tak to tylko wyglądało z zewnątrz. Bo to przecież wojsko, w którym nie masz nic do powiedzenia. Na szczęście oni to w porę zauważyli i zmienili swoje życie przy okazji zmieniając życie tysięcy ludzi wokół. Pisząc o zmianie mam na myśli poprawę życia na lepsze. Podobnie jak ludzie, którzy pracują na etacie i boją się zrobić ten krok, by coś zmienić w swoim życiu, ja też się bałem, bo co będzie jak stracę pracę. Aż przyszedł taki moment w moim życiu, że powiedziałem dość! To jest moje życie i to ja sam będę o nim decydował! I tak się właśnie stało. Odszedłem z pracy (pisałem o tym już wcześniej) i czuję się wolny, bo nikt mi już nie powie, że muszę to czy tamto. Wiem, że to dopiero początek. Ale wiem też, że to początek wspaniałego życia, o które zaczęliśmy walczyć. Życia, w którym to my pewnego dnia sami będziemy decydować co i kiedy będziemy robić. Tego nikt nas nie uczy, ani w szkole, ani gdziekolwiek indziej. A my z Sylwią chcemy mieć cudowny styl życia. Taki, jak ludzie, których znamy i z którymi spotykamy się na seminariach.

Wiem, że to co zaczęliśmy robić, pozwoli nam odzyskać nasze życie. Bo wszystko co się dzieje w naszym życiu, dzieje się dla naszego dobra.

Na zdjęciu z Kenem i Jennifer Woods.

 

Bajka o zmianie

Bajka o zmianie

Dawno, dawno temu za górami za lasami…

Nie to było zupełnie niedawno temu. W Oxfordzie, na sławnym uniwersytecie, wykładał filozofię i logikę pewien profesor. Profesor ten był bardzo dobry w sztuce dyskusji. Był niepokonany w argumentowaniu i zawsze miał odpowiedź na każde postawione mu pytanie. Był bardzo ceniony przez studentów i kolegów. W niektórych kręgach uważano go za najlepszego na świecie w sztuce dyskusji. Profesor był z tego oczywiście bardzo dumny, bo któż by nie był. Pewnego dnia usłyszał, że w Japonii mieszka Mnich Zen okrzyknięty niepokonanym w sztuce dyskusji. Profesorowi duch rywalizacji nie był obcy. Postanowił więc przekonać się, który z nich jest naprawdę najlepszy na świecie.
Okazja nadarzyła przy okazji konferencji, na której Mistrz Zen miał przemawiać.
Profesor poleciał do Japonii i już w hotelu nie mógł doczekać się spotkania.
Wypytywał gdzie może spotkać Mistrza. Dowiedział się, że nad rzeką, gdzie Mistrz
medytował. Nie mógł powstrzymać się i pobiegł nad rzekę zmierzyć się z Mistrzem. Zobaczywszy go wyjaśnił cel swojej wizyty.
– Jak chcesz sprawdzić który z nas jest lepszy? – spytał Mistrz
Przygotowałem dla Ciebie pytanie, które dotyczy rzeki, nad która medytujesz.

– Słucham Cię – odpowiedział Mistrz

– Czy można wejść dwa razy do tej samej rzeki? – spytał Profesor
Mistrz się zamyślił. Popatrzył na rzekę, posłuchał jak woda pluska, zobaczył jak na
falach odbija i mieni się słońce. Wciągnął w nozdrza wilgoć rzeki. Włożył do rześkiej
wody jeden palec. Poczuł jak woda go opływa. Zanurzył kolejny a potem całą dłoń.
Długo przyglądał się jak woda omywa rękę. Tak mijały minuty, a Mistrz tkwił w zadumie.

Profesor zniecierpliwiony przestępował z nogi na nogę w niepokoju oczekując odpowiedzi. W końcu poprosił.

– Mistrzu, chyba już czas, abyś odpowiedział na moje pytanie. Ta cisza trwa zbyt

długo. Na to Mistrz wyjął rękę z wody, popatrzył na Profesora i rzekł.

– Drogi Profesorze, czyżbyś nie wiedział, że do tej samej rzeki NIE DA SIĘ WEJŚĆ
NAWET JEDEN RAZ. Rzeka ciągle się zmienia. Zmienia się w chwili gdy wkładasz w
nią czubek palca. Zmienia się gdy wkładasz go dalej. Zmienia się gdy włożysz drugi.
Jest już zupełnie inną rzeką gdy włożysz do niej całą dłoń. Zmienia się gdy w niej ją trzymasz i jest inna gdy wyjmiesz z niej dłoń. Tak samo jest z naszym życiem. Ono jest jak rzeka i też zmienia się w każdej chwili. Paradoks jednak polega na tym, że my ludzie, ciągle uważamy, że z sekundy na sekundę, z chwili na chwilę pozostajemy tacy sami.

Praca na etacie

Witajcie po trochę dłuższej niż zwykle przerwie 🙂

Dziś postanowiłem napisać o swoich przemyśleniach na temat decyzji, którą podjąłem jakiś czas temu, a w tym tygodniu stała się ona faktem. Odszedłem z pracy na etacie! Tak. Wiele razy słyszałem i czytałem, że człowiek po skończeniu 40 lat podejmuje decyzje o tym, by otworzyć swój własny biznes i być samemu sobie szefem. I ta myśl nie dawała mi spokoju. Dlaczego? Bo poznałem bardzo wielu ludzi, którzy pracują dla siebie i spełniają swoje marzenia, a nie marzenia innych osób. I mają styl życia, który ja też chcę mieć. Dlatego w pewnym momencie mojego życia sam zapragnąłem podjąć taką właśnie decyzję. Muszę tu od razu dodać, że absolutnie nie neguję pracy na etacie. Tak pracuję od ponad 20 lat i bardzo dużo przez ten okres się nauczyłem. Piszę, że pracuję, bo właśnie jestem na okresie wypowiedzenia umowy i finalnie nie będę już pracował w październiku. Decyzja ta jest bardzo przemyślana i dokładnie policzona. Wspólnie z moją żoną bardzo długo się do niej przygotowywaliśmy. Od wielu lat czytamy książki, słuchamy nagrań szkoleniowych w formie audio i szkolimy się rozwijając cały czas swoje kwalifikacje. Brian Tracy i wielu podobnych do niego osób cały czas powtarza, że jeśli chcesz sam decydować o swoim życiu, to nie możesz pracować na etacie. Bo etat wbrew pozorom nie daje żadnej stabilizacji, a z drugiej strony większość osób pracuje na etacie i myśli, że ma stabilne i spokojne życie. Tylko z drugiej strony jeśli robisz coś, co robi większość, będziesz miał takie rezultaty, jakie ma większość. Tak samo jest ze sposobem myślenia. Kiedyś na jednej z płyt usłyszałem, by osiągnąć w życiu sukces, należy odejść z gry etatowej i wejść do gry o wolność.  I ta myśl pozytywnie mnie „prześladuje” od kilku lat. Ja zawsze miałem i dalej mam marzenia. I bardzo intensywnie pracuję nad ich realizacją.

Ostatnio jedna z osób, która dowiedziała się o mojej decyzji, zadała mi pytanie co ma zrobić, by podjąć podobną decyzję do mojej? Powiedziałem jej, że musi zmienić sposób myślenia. Ale by to zrobić należy zmienić środowisko. Należy zacząć przebywać z ludźmi sukcesu, którzy mają rezultaty takie, jakie Ty chcesz mieć. Należy czytać i bezwzględnie się uczyć poświęcając większość wolnego czasu na rozwój osobisty. Bo skoro ktoś zarabia 2 tyś. zł to dlatego, że jego wiedza wyceniana jest na 2 tyś. zł. Jeśli chcemy zarabiać więcej to musimy wiedzieć więcej i zrobić więcej. No i usłyszałem, że to nie jest prawdą, że książki nie mogą w tym pomóc. Że Tobie to teraz łatwo jest mówić i takie tam. Dla mnie to wymówki i próba tłumaczenia siebie. Wymówka to nic więcej jak próba znalezienia racjonalnego powodu swoich decyzji.

Mark Twain powiedział: „Jeśli myślisz, że możesz lub jeśli myślisz, że nie możesz, to w obu przypadkach masz rację”. I tak to jest właśnie z tym decyzjami. Ludzie chcą zmian, ale w nie nie wierzą. Chcieliby zarabiać więcej, ale nie zrobią nic więcej by to zrobić. Czasem trzeba zrobić krok w tył, by następnie zrobić dwa do przodu. I taką właśnie ja podjąłem decyzję. I czuję się z nią wolny i szczęśliwy. Odchodzę z firmy, w której odniosłem sukces, w której pracowałem 11 lat i która dała mi dużo siebie. Wszystkie moje wskaźniki w pracy są w trendzie wzrostowym i tym bardziej wszyscy moi koledzy z pracy są zaskoczeni tą decyzją. A ja jestem szczęśliwy, że kolejny raz w moim życiu to ja podejmuję jedną z najważniejszych decyzji samodzielnie. Dostałem kilka smsów o treści „masz chłopie jaja”. Tak, zawsze miałem, bo nikt inny tylko ja zawsze decydowałem o swoim życiu. Kto nie ryzykuje ten nie pije szampana. A ja chcę go pić! To, że ktoś jest dziś w miejscu, w którym nie chce być jest zasługą podjętych wiele lat temu decyzji. Mówi się, że dziś podjęte decyzje będą skutkowały w Twoim życiu za 5 lat. Uważajmy więc jakie one są.

Padają teraz pytania co będę robił. Mam kilka pomysłów na siebie. Jednym z nich jest zbudowanie biznesu sieciowego, bo takowy budowałem, ale tak bardzo pochłonęła mnie praca na etacie i mój awans na dyrektora, że w pewnym momencie przestaliśmy wspólnie z żoną się angażować. Z jednego nie zrezygnowaliśmy. Z nauki, szkoleń, książek i płyt audio. Powiedziałem sobie kiedyś, że dopóki będę na etacie to nie zbudujemy biznesu. Pamiętaj, że sprawdza się wszystko co sobie mówisz. Dlatego wierzę, że teraz zbuduję biznes. Będę też pomagał rozwijać firmę mojej żony, bo potencjał jej firmy jest ogromny. Chcę też uczyć ludzi więc pewnie tak się stanie. Możliwości jest dużo, a pojawiają się dopiero wtedy, gdy decyzje, które podejmiesz płyną prosto z Twojego serca. Decyzje muszę wejść z głowy do serca. Inaczej to nie działa.

Jak już się poukładam „na swoim” to pewnie opiszę jak to jest, a tymczasem jeśli chcecie, to trzymajcie kciuki, a jeśli nie to nie trzymajcie. Ja i tak robię swoje! Wierzę głęboko, że osiągnę swoje cele i marzenia, a mam ich bardzo dużo, bo jak mawiał Abraham Lincoln, najlepszą metodą przewidywania przyszłości jest jej tworzenie. A ja chcę Tworzyć swoją przyszłość!

Czy prawo przyciągania działa?

Jest wiele teorii czy prawo przyciągania działa czy też nie. Wg mnie zdecydowanie działa jeśli tylko w to wierzysz. A jeśli nie wierzysz to też działa, tylko przyciągasz wtedy rzeczy, okoliczności i zdarzenia, których nie chcesz. Dlatego jeśli działa w obu przypadkach, to warto by działało dla nas w sposób pozytywny. Ale by do tego doprowadzić należy bardzo dokładnie określić i napisać to czego od życia oczekujemy. Bo jak coś nie jest dokładnie opisane to otrzymamy to, co chcemy, ale nie zawsze w takiej formie, w jakiej byśmy chcieli.

Od razu też dodam, że nie jestem żadnym ekspertem w prawie przyciągania, choć przeczytałem na ten temat kilka książek i na co dzień stosuję wiele z tego, czego się z nich dowiedziałem. Wiele, co nie znaczy wszystko, ale pozwolę sobie podać i opisać tylko kilka przykładów z życia, w których zastosowane prawo działa, choć nie będę opisywał dokładnie krok po kroku jak do tego doszło.

Spłata kredytu na mieszkanie:

Po raz pierwszy wyraźnie określiłem, czego chcę, gdy mając 26 lat kupiliśmy razem z żoną 3 pokojowe mieszkanie i oczywiście, jak większość młodych małżeństw, wzięliśmy na ten cel kredyt. Powiedziałem sobie wtedy, że spłacę go najpóźniej w dniu moich 35 urodzin. Wiele razy rozmawiając o tym wspominałem właśnie tę datę jako moment spłaty kredytu. Kredyt spłaciliśmy dokładnie w miesiąc po moich 35 urodzinach.

Wymarzone auto:

Mieliśmy wtedy kupioną w salonie nowiutką KIA Sportage i jeździliśmy nią zaledwie 4 miesiące. Pewnego dnia, idąc przez centrum handlowe w Koszalinie, zauważyłem piękny samochód w kolorze brązowym. Był nim Opel Insignia. Powiedziałem wtedy do Sylwii, że następnym samochodem po KIA będzie właśnie ten Opel. Błędem z mojej strony było nie określenie dokładnie daty, ani tego, jak to się stanie, że będziemy mieli to auto. A stało się tak, jakbym nigdy tego nie przewidział. Sylwia, jadąc któregoś razu od klienta, wypadła z zakrętu, wjechała do rowu i dachowała. Auto zostało rozbite i oczywiście poddane kasacji. Na szczęście mojej żonie nic się nie stało. A następne auto to był właśnie Opel Insignia – dokładnie ten, który wtedy stał w centrum handlowym.

Dom w górach:

Moje marzenie od wielu lat. Mieć dom w górach. Tylko nie określiłem jaki to ma być dom. I jest, tylko nie dom, a apartament pod wynajem. Miał być w górach – jest. Miał być w lesie – jest. Miał mieć basen i siłownię – ma. Mam więc prawie wszystko. Prawie robi wielką różnicę 😉

Mistrzostwo Polski Dominika w Armwrestlingu:

3 miesiące przed Mistrzostwami Polski w Armwrestlingu zapisałem i czytałem codziennie, rano i wieczorem, że Dominik zostanie w tym roku Mistrzem Polski w swojej kategorii wagowej. Skąd pomysł na zapisanie i czytanie. Brian Tracy  na jednym ze swoim nagrań audio mówił, żeby ustalić i zapisać na najbliższy rok 10 swoich celów w czasie teraźniejszym. Oprócz tego Tracy  mówi, by czytać je codziennie rano i wieczorem. I tak też robię. I co się stało. Domino zostaje Mistrzem Polski.

Mały kotek:

Mieliśmy jakiś czas temu kota. Był to dachowiec bardzo do nas przywiązany. Fantastyczny wojownik, który z każdej swojej wyprawy przychodził z jakąś raną, wbitym pazurem i innym śladami walki. Maja w tym czasie przez długi czas mówiła, że chce mieć małego kotka. Powiedziałem jej wtedy, że tak, ale dopiero wtedy, gdy nie będziemy mieli naszego obecnego zwierzaka. I … nasz kocur ginie w wypadku pod kołami samochodu! Po tej sytuacji płakaliśmy za nim jak małe dzieci, ale 3 miesiące później do naszego domu zawitał mały kotek rasy brytyjskiej! Zbieg okoliczności? Nie sądzę. I jeszcze jedna ciekawostka. Maja, po tym jak dostała nowego zwierzaka, powiedziała, że jej marzeniem było otrzymać kota jako prezent na I komunię Św. A kot była właśnie taki prezentem.

Mój awans na dyrektora:

I ostatni przykład, że PP działa. W obecnej firmie pracuję już 11 lat. Zaczynałem jako kierownik gastronomii. I wtedy, a było to jakieś 10 lat temu, wymarzyłem sobie, że przed 40 urodzinami zostanę w tej firmie dyrektorem. Ludzie mają różne marzenia, a moim był właśnie awans. Przez wiele lat nic się nie działo, ja robiłem swoje, zmieniali się szefowie, zakresy obowiązków i … 3 miesiące przed moimi 40 urodzinami dostałem awans.

Niesamowite, prawda? Mógłbym takich przykładów napisać jeszcze wiele, ale myślę, że już wystarczy. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że prawo przyciągania działa, gdy my chcemy, by działało i w nie uwierzymy. Zachęcam Was do tego, by samemu decydować o tym, czego od życia oczekujemy. To my, a nie nikt inny, decyduje o tym, co się w naszym życiu przydarza. To od nas zależy, czy osiągniemy sukces, czy nie. Często słyszę, że ta czy inna osoba ma szczęście, a ja zawsze mówię, że szczęście jest wtedy, kiedy przygotowanie trafia na okazję. A okazje przyciągamy do swojego życia sami. Przyciągaj więc to co chcesz od swojego życia.

Bajka o szczęściu czyli w poszukiwaniu mądrości życia

W poszukiwaniu mądrości życia… zaczerpnięte  z książki Margaret Silf

Był sobie raz dobry i szczery człowiek, który szukał drogi do szczęścia, drogi do prawdy. Pewnego dnia udał się do starego mędrca, który – jak sądził potrafi mu tę drogę wskazać. Mędrzec przyjął go ciepło, siedząc przed wejściem do namiotu. Podał poszukującemu szklankę z herbatką miętową, a następnie z ochotą wyjawił sekret drogi do szczęścia i prawdy.

– To długa droga — powiedział. – Ale na pewno tam trafisz. Idąc długo dojdziesz do wioski, którą ci opiszę i w samym jej sercu znajdziesz trzy sklepiki. Tam zostanie tobie wyjaśniony sekret szczęścia i prawdy.

Droga była bardzo długa. Poszukujący przebył wiele dolin, przekroczył wiele rzek. W końcu dotarł do wioski, a serce podpowiedziało mu: „To tutaj. Tak. To jest miejsce, którego szukasz.” I rzeczywiście w środku wioski znajdowały się trzy sklepiki. Kiedy jednak wszedł do nich, bardzo się zawiódł. W pierwszym sklepiku znalazł jedynie kilka rolek drutu. W drugim parę kawałków drewna. A w trzecim kawałki metalu o dziwnych kształtach. Zmęczony i zniechęcony wyszedł z wioski i na niedalekiej polance znalazł miejsce nocnego odpoczynku. Zapadła noc. Księżyc w pełni zalewał polanę łagodnym blaskiem. I właśnie, gdy wędrowiec miał już zasnąć, usłyszał dochodzącą od strony wioski cichą melodię. Cóż to za magiczny instrument rozbrzmiewał tak doskonałą harmonią? Wstał szybko i ruszył w kierunku, w którym, jak przypuszczał, znajdował się muzyk. Ku swemu zdumieniu odkrył, że niebiańska melodia była dziełem muzyka grającego na cytrze. Cytra natomiast, widział to wyraźnie, została wykonana z drutu, kawałka drewna i metalowych części, którymi wcześniej wzgardził, widząc je wystawione na sprzedaż w trzech wiejskich sklepikach. I w tej chwili zrozumiał, że szczęście to połączenie wszystkiego, co już otrzymaliśmy, a nie zawsze dostrzegamy.

A czy Ty dostrzegasz szczęście w swoim życiu czy widzisz same negatywy? Pamiętaj, że od życia otrzymujesz wszystko to na czym się najczęściej skupiasz. To od Ciebie zależy jak wygląda obecnie lub będzie wyglądało Twoje życie w przyszłości.

Wszystko się zmienia kiedy człowiek się zmienia

Ostatnio, jak byłem z Dominikiem na spotkaniu z dziećmi ze szkoły podstawowej i gimnazjum w Biesiekierzu, naszła mnie pewna refleksja dotycząca tego, jak bardzo często ludzie zmieniają swoją opinię w stosunku do drugiej osoby. Kilka lat temu, gdy Dominik uczył się jeszcze w szkole podstawowej, przyszła do mnie Maja, moja córka, mówiąc mi, że bardzo źle czuje się w szkole. Zadałem jej pytanie dlaczego? Bo dzieci w szkole śmieją się z niej, że jej brat chodzi o kulach i jest niepełnosprawny. Dzieci …

Przeprowadziłem z Mają rozmowę, w której wytłumaczyłem jej, żeby się tym nie przejmowała, bo dzieci czasem nie zastanowią się nad tym co mówią i mogą swoimi słowami sprawić komuś przykrość nie zastanawiając się nad konsekwencjami.

I minęło kilka lat …

W tym czasie Dominik zaczął zdobywać medale w siłowaniu na ręce, ja zacząłem prowadzić jego fanpage i tym samym stał się w gminie osobą rozpoznawalną. Mieliśmy bardzo intensywny okres w marcu, kiedy Dominik otrzymał nagrodę Prezydenta Koszalina za osiągnięcia sportowe, miał wywiad w Radio Koszalin, został m.in. o nim nakręcony reportaż dla TVP 3 Szczecin. I wtedy też dostaliśmy zaproszenie na spotkanie do byłej szkoły podstawowej w Starych Bielicach, do której uczęszczał. O spotkaniu już pisaliśmy na fanpagu Dominika. Spotkanie było niesamowicie inspirujące, dzieci były zachwycone, a na końcu Dominik rozdawał swoje pierwsze w życiu autografy 🙂 W domu Maja podchodzi do mnie i mówi, że jej koledzy i koleżanki ze szkoły, te same dzieciaki, które wcześniej śmiały się z Dominika, teraz powiedziały Mai, że ma super brata, że jest przystojny i czy mogą do niego pisać na jego fanpage.

Zobaczcie, jak wszystko się zmienia, kiedy człowiek się zmienia. I tak jest w życiu ze wszystkim. Jeśli jesteś inny, czymś się wyróżniasz, masz marzenia, których inni nie rozumieją, to ludzie się z Ciebie śmieją. Jedni oficjalnie, a inni z ukrycia. Gdy nie zrezygnujesz z marzeń i będziesz dążył do ich realizacji, a potem je realizował, te same osoby będą Ci mówiły, że podjąłeś słuszną decyzję nie rezygnując, że trzymają za Ciebie kciuki itd. Takie to jest życie. Najważniejsze, to nigdy się nie poddawać i nie próbować nikogo na siłę zmieniać. Zmieni się wszystko wokół Ciebie, jak Ty się zmienisz.

Z serii motywacyjnych inspiracji – Wywiad z … Radkiem Kwietniewskim

Dziś kolejny z cyklu „Wywiad z …”. Tym razem na tapetę wzięty został kolejny zawodnik kadry Polski i srebrny medalista Pucharu Świata w Armwrestlingu, Radek Kwietniewski.

Podobnie jak tydzień temu, zadałem Radkowi kilkanaście pytań, na które z wielką chęcią odpowiedział. Historia Radka jest niezwykłą historią faceta, który będąc zdrowym i młodym chłopakiem uległ poważnemu wypadkowi, leżał kilka miesięcy w śpiączce, a teraz dzielnie walczy o powrót do jak największej sprawności jednocześnie zdobywając medale w „siłowaniu na rękę”. Radka nie da się nie lubić. Jest bardzo ciepłym, cały czas uśmiechniętym facetem, którego wszędzie jest pełno. Nazwałbym go taką „duszą towarzystwa”, którego nie da się nie lubić :). Ja, redagując i kolejny raz czytając ten wywiad, miałem ciarki na całym ciele. Za każdym razem, gdy poznaję historie osób, które pomimo trudności w życiu i niesamowitych ograniczeń, walczą o lepsze jutro, jestem wdzięczny Bogu za to co mam. Z wielką przyjemnością zapraszam Was do poznania Radka i jego historii.

D.Z. – Cześć Radek. Powiedz nam proszę skąd pochodzisz i gdzie się urodziłeś?

R.K. – Cześć Damian. 30-lat temu urodziłem się w Lublinie, ale od 29-lat mieszkam w Mysłowicach, więc jestem pełnoprawnym mieszkańcem Górnego Śląska.

D.Z. – Od kiedy jesteś osobą niepełnosprawną i co to za rodzaj niepełnosprawności?

R.K. – Osobą niepełnosprawną jestem od 14-roku życia. Mam porażenie czterokończynowe, deficyt uwagi, pamięci oraz koncentracji.

D.Z. – Jak doszło do tego, że jesteś osobą niepełnosprawną?

R.K. – W 2002 r. potrącił mnie bus, wypadek spowodował poważny uraz mózgu. Przez 4 miesiące byłem w śpiączce. Po wybudzeniu musiałem wszystkiego się uczyć od nowa. Dzięki wieloletniej rehabilitacji nie jestem rośliną, ale mam sporo ograniczeń.

D.Z. – Od ilu lat trenujesz armwrestling i skąd zainteresowanie tym sportem?

R.K. – Armwrestling trenuję siódmy rok. Przed wypadkiem byłem uczniem szkoły sportowej, uprawiałem pływanie, zapasy, piłkę nożną, tańczyłem break dance. Kiedy stanąłem na nogi zaczął mi doskwierać brak aktywności fizycznej oraz nadmiar wolnego czasu, dlatego pomyślałem o powrocie do sportu. Z uwagi na moje ograniczenia musiałem sobie znaleźć jakąś statyczną dyscyplinę. W sieci trafiłem na Armwrestling, znalazłem klub w Jaworznie, postanowiłem spróbować i to był strzał w 10!

D.Z. – Czy trenujesz inny sport, a jeśli tak to jaki?

R.K. – W tej chwili poświęcam się jednej dyscyplinie, ale co roku jeżdżę na obóz konno-wspinaczkowy.

D.Z. – Niesamowite! A co robisz na co dzień? Gdzie pracujesz? A może jeszcze czegoś się uczysz się?

R.K.  – Skończyłem liceum w toku nauczania indywidualnego, niestety kontynuowanie nauki w ten sposób było niemożliwe. Niestety nie pracuję. Bardzo chciałbym, ale kto mnie zatrudni? Mam ustaloną trwałą niezdolność do pracy. Swój czas dzielę między treningi, rehabilitacją, wizytami u logopedy, spotkaniami z przyjaciółmi.

D.Z. – Jakie masz największe marzenie?

R.K. – Najbardziej w życiu chciałbym być zdrowy, ale wiem, że to nie możliwe. Jeśli chodzi o bardziej realne marzenia, to marzy mi się założenie szczęśliwej rodziny i Mazurek Dąbrowskiego na MŚ, a jeszcze lepiej na paraolimpiadzie.

D.Z. – Podziel się proszę z naszymi czytelnikami swoim największym sukcesem w Armwrestlingu?

R.K. – Moim największym osiągnięciem było zdobycie  srebrnego medalu na Pucharze Świata zawodowców na obie ręce.

D.Z. – Co chcesz przekazać innym osobom, które trenują  ten sport?

R.K. – Najważniejsza jest praca, praca, praca, a potem znowu praca i samodyscyplina. I jeszcze jedno przesłanie: Żaden medal w żadnej dyscyplinie sportu nie jest wart tego, aby rujnować swoje zdrowie sterydami. Doping jest czymś złym i haniebnym. Jestem wielkim przeciwnikiem używania tego rodzaju niedozwolonych środków!

D.Z – Co wg Ciebie należy zrobić by osiągnąć w życiu sukces?

R.K. – Na to nie ma jednej recepty, ale na pewno siedzenie na tyłku w niczym nie pomoże. Trzeba poszukać odpowiedniej dla siebie dziedziny, w której będzie się można realizować i wziąć się do roboty.

D.Z. – Jakie miałaś najbardziej przełomowe momenty w swoim życiu?

R.K. – Było kilka takich momentów. Pierwszy to dzień, w którym miałem wypadek, bo moje życie zmieniło się wtedy diametralnie. Drugi to kiedy po kilku latach samodzielnie postawiłem pierwsze kroki i zrozumiałem, że warto żyć. Kolejny to kiedy zdobyłem pierwszy brązowy medal na Mistrzostwach Polski i uwierzyłem, że mimo wszystko mogę coś w życiu osiągnąć.

D.Z. – Kim są dla Ciebie Twoi rywale podczas zawodów? Jak ich traktujesz?

R.K. – Na pewno nie są moimi wrogami, ale przyjaciółmi też nie. Swoich rywali szanuję, ale wiem, że muszę zrobić wszystko, aby ich pokonać.

D.Z. – Jak reagujesz na porażki, bo przecież nie zawsze wygrywasz?

R.K. – Oczywiście to nie powód do dumy, ale każda porażka motywuje mnie do jeszcze cięższej pracy.

D.Z. – Czy jest taka decyzja, której najbardziej żałujesz w swoim życiu?

R.K. – Na szczęście, do tej pory nie musiałem specjalnie żałować żadnej swojej decyzji i chciałbym, żeby tak było jak najdłużej.

D.Z. – Jaką najważniejszą zasadą kierujesz się w życiu?

R.K. – Najważniejsze zasady, którymi kieruję się w życiu to „Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni” i „Dzień bez uśmiechu, jest dniem straconym”.

D.Z. – Radek, bardzo Ci dziękuję za tę rozmowę. Jesteś niesamowitą postacią, z której wielu z nas może brać przykład. Życzę Ci tego, byś spełniał swoje marzenia, nigdy się nie poddawał, zdobywał medale na największych imprezach na świecie i był inspiracją dla wielu ludzi, bo dzięki takim osobom, jak Ty, świat jest dużo lepszy!

Wywiad przeprowadził autor bloga „Nastawienie jest wszystkim”, pasjonat samorozwoju, facet, który nigdy się nie poddaje bez względu na to, jak jest trudno.