Więź coraz mocniejsza…

Dziś usłyszałem od Dominika słowa, które słyszałem wiele razy, ale dziś jakoś tak zabrzmiały inaczej. 

Od soboty jesteśmy we dwójkę na Pucharze Świata w Armwrestlingu, który odbywa się w Rumii. Sobota i niedziela to walki najlepszych na świecie włącznie z gwiazdami tego sportu pokroju Dienis CyplenkowDevon Larratt czy Tim Bresnan. Oglądamy, uczymy się, podziwiamy, ale też myślimy o występie na Pucharze Świata Niepełnosprawnych, który ma odbyć się w poniedziałek i wtorek. I obaj trochę się stresujemy. Ja, bo jest to dla mojego syna stres. Dominik, bo jest to dla niego jeszcze większy stres.

I nadszedł poniedziałek. Widzę po Dominiku, że pewnie by nie wystartował, ale krótka rozmowa – taka ojca z synem i … jedziemy na halę MOSiR w Rumii. Przed zawodami kilka zdjęć ze wspomnianymi wcześniej gwiazdami i GO! Dominik zdobywa w swojej kategorii Junior 21 lat 55 kg srebrny medal. Choć ja cały czas biję się z myślami, że to nie jest jego kategoria. Dlaczego? Po pierwsze ma dopiero 16 lat, a pod drugie waży „tylko” 48,5 kg! Ale cóż, takie przepisy i „frycowe” trzeba płacić. Znawcy tego sportu począwszy od sędziów a skończywszy na trenerach i zawodnikach mówią, że jego czas jeszcze nadejdzie. Też w to wierzę, bo to nie jest ostatnie nasze – JEGO – słowo tym bardziej, że sam się mocno wkręciłem w ten sport 😉 Na Mistrzostwach Świata w Turcji Dominik obiecał pewnemu sędziemu z Brazylii, że widzą się na Para Olimpiadzie w Paryżu w 2024;)

A wracając do Pucharu Świata Domino jest ponownie najmłodszy i najlżejszy. I chyba najbardziej wystraszony ze wszystkich choć zauważyłem duży postęp w stosunku do Pucharu z zeszłego roku. Postęp mentalny i sportowy. I jako najmłodszy zawodnik ponownie zdobywa medal. „Schodząc” ze sceny wymachuje dyplomem bardzo się przy tym ciesząc. I dostaje wielkie brawa i piątki od „starszych” kolegów, którzy doceniają jego występ.

Mnie ponownie rozpiera duma. I zastanawiam się czy czasem nie jestem za bardzo wymagający. Z drugiej strony gdybym nie był, to czy dziś byśmy wspólnie byli w tym miejscu? Mam wątpliwości. Rozwiewa je także Dominik, który po wszystkim tak sam od siebie przyciąga moją głowę, tuli się, całuje mnie kilka razy w policzek i mówi:

Tato, kocham Cię bardzo mocno… 💞💞💞

Ta więź jest coraz mocniejsza…

PS. 

Mam takie marzenie, jedno z wielu, że pewnego dnia wystąpimy wspólnie całą rodziną – Domino, ja, Sylwia i Maja 😉 Nikt do tej pory w Polsce tego jeszcze nie zrobił i czuję, że tak właśnie się stanie 🙂

Jeśli masz w cokolwiek zwątpić to zwątp w swoje wątpliwości

Większość z nas nie uważa się za tchórzy, a pomimo tego nieustannie wątpimy w siebie zamiast w swoje wątpliwości. Kiedyś myślałem, że bycie odważnym to nie czuć wcale strachu. Przeczytałem nie tak dawno w książce, że „odwaga to stan, kiedy nikt inny nie wie, że się boisz”.

Większość z nas udaje odważnych. Jednak jednym wychodzi to lepiej, a innym gorzej.  Wiele razy słyszałem głosy swoich najbliższych, znajomych:

Po co Ci to?

Nie rób tego, bo Ci się nie uda?

A co będzie jeśli?

Nie zmieniaj tej pracy, bo dobrze Ci płacą i możesz trafić na gorszą.

Po co tyle trenujesz, możesz mieć kontuzję.

Skąd u Ciebie taki tupet?

Kogo obchodzi co masz do powiedzenia?

I mnóstwo tego typu fantastycznych komentarzy. Wierzę, że miały one służyć memu dobru, ale na szczęście moja intuicja podpowiadała mi co innego. Tak, wiem. Użyłem słowa „szczęście” choć uważam, że szczęście to frazes wymyślony przez ludzi, którzy w życiu zamiast liczyć na siebie i swoją intuicję liczą na szczęście. Jak będę miał szczęście to może wygram w totka, jak będę miał szczęście to zdam egzaminy, dostanę pracę, itd. Zostawiam więc szczęście, bo szczęście jest wtedy, kiedy przygotowanie trafia na okazję. Bo to od nas samych i naszej wiary w swoje powodzenie zależy nasze szczęście. Mark Twain powiedział kiedyś „Jeśli myślisz, że możesz lub jeśli myślisz, że nie możesz, to w obu przypadkach masz rację.”

Najlepsze w tym wszystkim jest to, że nasi „doradcy” doradzają nam często w tematach, na których się nie znają tym samym mogąc nam bardzo zaszkodzić, gdy ich posłuchamy. Uważam, że w takich przypadkach powinniśmy posłuchać głosu serca, bo nikt oprócz nas nie wie, co dyktuje nam serce. Nikt nie wie, jak głośno domaga się posłuszeństwa, jak marzy i tęskni za tym, co kocha.

Ludzi, którzy chcieliby zmienić swoje życie jest mnóstwo. Wielu z nas chciałoby zmienić pracę, zmienić zawód, stać się architektami własnego życia, ale ktoś ich wciąż zniechęca, albo już zniechęcił, by pójść za głosem swego serca.

Nie możemy w życiu słuchać krytyków, bo świat jest ich pełen. Wg mnie są to ludzie, który zdradzili swoje marzenia i cierpią za każdym razem, kiedy ktoś inny jest wierny swoim własnym. Nieważne czego pragniesz, bo na świecie jest miejsce dla każdego pragnienia. Ktoś potrzebuje tego co masz do zaoferowania. Otaczaj się ludźmi, którzy dodadzą Ci skrzydeł, a unikaj tych, którzy Ci je podcinają. Unikaj tych, którzy wolą uwierzyć w swoje wątpliwości niż spróbować spełnić swoje marzenia.

Żeby sięgnąć po to, czego chcesz od życia, musisz uciszyć swoich krytyków, zaczynając od tego największego z nich – od siebie samego.

I tego Ci życzę, byś szedł za głosem swego serca i spełniał się!

Podsumowanie Mistrzostw Świata w Turcji 2018

I nadszedł czas podsumowania występu Dominika na Mistrzostwach Świata w Armwrestlingu w Turcji, które odbyły się w dniach 15-21.10.2018 w Antalya.

Po tych mistrzostwach mam w sobie bardzo dużo pozytywnych emocji. Domino wrócił z nich z miejscem 12 i 13 w kategorii Junior 18 lat do 50 kg (zawodnicy zdrowi) i 8 miejscem w kategorii Junior 18 lat do 55 kg DISABLED (zawodnicy niepełnosprawni). Tak naprawdę nie ma znaczenia, że zajął to czy tamto miejsce! Znaczenie ma fakt, że wystąpił. I jak w myślach odtwarzam tej wyjazd to rozpiera mnie duma. Bo kto by jeszcze rok temu pomyślał, że ten młokos otrzyma szansę wystąpienia na Mistrzostwach Świata?! Szczerze? Nikt! I to jest cudowne i fantastyczne 🙂

Rok temu Domino wdarł się przebojem na miejsce 3 walcząc w Mistrzostwach Polski w zawodnikami zdrowymi, a półtora roku później walczy z najlepszymi na świecie! Taki scenariusz był jak fikcja. Na tych mistrzostwach przeżyliśmy niesamowite emocje. Szczęście i duma to te główne, choć Domino do tych emocji na pewno dorzuciłby strach. I wcale mu się nie dziwę, bo ogrom zawodników z całego świata i mnogość języków mnie momentami przyprawiało o zawrót głowy. 

Pomimo przegranych walk nasz syn i tak jest zwycięzcą! I widziałem jaki wzbudzał szacunek wśród sędziów i zawodników. Dlaczego? Bo jako jedyny niepełnosprawny walczył z zawodnikami zdrowymi. Podchodzili do nas sędziowie i trenerzy pytając się czy Dominik też walczy w kategorii zdrowej? Po tym, jak mówiliśmy im, że tak, nie mogli się nadziwić i z niekłamaną radością przybijali mu piątki. Jeden z trenerów z Kirgizji podszedł do nas, pogratulował Dominikowi występu i głaskając go pocałował go w głowę! Łza mi się w oku zakręciła, bo to pokazuje ogromny szacunek człowieka do człowieka. To było coś takiego, czego nie zaznamy u nas Polsce.

Przez chwilę zastanawialiśmy się z Sylwią, czy go wystawiać, ale stwierdziliśmy, że jeśli ma zdobywać doświadczenie to tylko walcząc z najlepszymi. Stąd ta decyzja, której absolutnie nie żałujemy. Nikt z mojej rodziny nie osiągnął takiego sukcesu. A wierzę, że to dopiero początek, bo Domino ma dopiero 16 lat. Walcząc w kategorii do lat 18 walczy z zawodnikami starszymi o 2 lata, w w tym wieku to przepaść. Przepaść w budowie ciała, przepaść w sferze mentalnej, przepaść w sile, przepaść w sprawności, jeśli mówimy o zawodnikach zdrowych. Przepaść w ogóle… A co zyskał? Doświadczenie, którego już nikt mu nie zabierze.

Ten nasz Little Champion, jak go nazywają niektórzy, motywuje także mnie zabierając mi wszelkiego rodzaju argumenty, by czegoś nie robić. I wierzę głęboko, że przed nami jeszcze wiele sukcesów nie tylko sportowych!

W listopadzie czeka Dominika Puchar Świata, który odbędzie się w Rumii. Trzymajcie kciuki 🙂

Pozdrawiamy, Domino&Damian

Warto być sobą pomimo trudności i wyzwań

Wczoraj był moim ostatnim dniem w pracy na etacie (o mojej decyzji pisałem jakieś 2 miesiące temu). Pomyślałem sobie, że napiszę o tym, co czułem i czuje obecnie, ale w końcu postanowiłem przytoczyć wpisy osób, które napisały do mnie po moim pożegnalnym i ostatnim mailu. To w jaki sposób zostały napisane te podziękowania i ile przy okazji otrzymałem telefonów z podziękowaniami, uzmysłowiło mi, że to co robię ma sens, że moje pozytywne nastawienie zaraża. I wiem, że droga, która wybrałem, jest słuszna. DZIĘKUJĘ!

„Damian, powodzenia w Twoich nowych przedsięwzięciach, mocno trzymam kciuki! Serdeczności”

„Życzę Panu powodzenia i zamiany jednej strefy komfortu na inną, jeszcze lepszą. Dziękuję za lata współpracy i Pana pogodne usposobienie. DO USŁYSZENIA 😊”

„Stary, dziękuję Ci i wzajemnie, a w „Naszym Przypadku” Twój ostatni dzień w pracy nic nie zmienia, serwus!”

„My również dziękujemy za te wspólne lata pracy, za wszystko czego wspólnie się uczyliśmy od siebie (a swoja osobą, postawą dałeś mi dużo do myślenia), za to że zawsze o nas pamiętałeś, zaglądałeś do naszego pokoju przywitać się, gdy byłeś w naszym oddziale. Pamiętaj, mimo, że nasze ścieżki zawodowe się rozchodzą i mimo tylu kilometrów, które nasz dzielą zawsze możesz liczyć na naszą pomoc, wsparcie zawsze możesz zadzwonić porozmawiać… może bez ładu składu ale szczerze 😊”

„Tylko pamiętaj, by zawsze być sobą i nie bać się mówić tego, co myślisz albo tego, by głośno marzyć”

„Również dzięki za współpracę… i nie tylko. Za wspólną robotę, Twoje rady, spotkania… i tak zwane, rozmowy przy muzyce o sporcie … Wiesz, że nie lubię dużo gadać. Więc po prostu dziękuję za wszystko. Mam nadzieje, że będziemy w kontakcie. Powodzenia Stary … trzymam kciuki 😊”

„Powodzenia Damian!!!!!!!!! Zasługujesz na same najlepsze rzeczy!”

„Dzięki Damian. ŻYCZĘ zdrowia, wielu sukcesów, oraz spełnienia zawodowego na nowej drodze. W kontakcie 😊”

„Damian. dowiedziałem się chyba w zeszłym tygodniu i wierz mi, że było to dla mnie niemałe zaskoczenie. Zastanawiałem się o co chodzi i trafiłem na Twojego bloga. Jestem pod dużym wrażeniem tej decyzji i zastanawiam się czy kiedyś będzie mnie stać na taką dojrzałość. W każdym razie trzymam kciuki, aby wszystko się udało, bo naprawdę wierzę, że uda Ci się dopiąć swego. Pozdrowienia i do zobaczenia.”

„Damian, również dziękuję 😊 i życzę Ci wiatru w żagle w rejsie do lepszego jutra 😊”

„Cześć, trochę żal, człowiek się przyzwyczaja,  ale rozumiejąc chęć rozwoju osobistego życzę powodzenia i samych sukcesów. Dziękuję za profesjonalną, owocną ale i sympatyczną  współpracę. Jeszcze raz powodzenia i być może: Do zobaczenia 😊”

„Damian, jeszcze raz powodzenia, trzymam kciuki, dzięki za wsparcie i pozytywną energię 😊😊😊”

„Cieszę się że było mi dane poznać osobę, która była niekiedy „odmieńcem”, ale nie uległa presji otoczenia. Dziękuję za wszystko, ściskam Cię gorąco i do zobaczenia może kiedyś na bieszczadzkim szlaku 😊”

„Życzę wielu sukcesów na nowym polu działania, trzymam kciuki aby nowe było lepsze.

Wszystkiego dobrego 😊”

„Nie pisałam już maila, bo nie wiedziałam czy odczytasz. Z całego serca życzę Ci spełnienia na nowej drodze. Mało jest tak pozytywnych osób na świecie jak Ty. Tak trzymaj 😗”

I to tylko część tego co otrzymałem…, a przyznam się, że dużym zaskoczeniem było tyle pozytywnych słów. Wniosek z tego jest następujący:

Pozytywne nastawienie zaraża i to jest cudowne!

 

 

Zrozumieć własne emocje

 

Zrozumieć własne emocje …

Czasem sami nie do końca rozumiemy jakie targają nami emocje. Czy płacz jest czymś niewłaściwym? Czy zawsze musimy czuć się szczęśliwi? Jak to jest z tymi emocjami?

Emocje są czymś naturalnym, ale jednocześnie potrafią wywołać sporą dezorientację w nas samych. Wśród nas krąży wiele szkodliwych poglądów na temat emocji. Wielu z nas twierdzi, że okazywanie emocji jest słabością, prawdziwy mężczyzna nigdy nie płacze, a publiczne okazywanie emocji jest krępujące dla innych ludzi. Z drugiej strony emocje to coś co czyni nas ludźmi, a okazywanie emocji jest swoistym zaworem bezpieczeństwa, który pozwala upuścić z nas nieco pary. Wg mnie żadna emocja nie jest zła pod warunkiem co z tymi emocjami zrobimy. Najważniejsze to nauczyć się z nimi żyć i potrafić sobie z nimi radzić.

Nie możemy pozwolić, by emocje decydowały o naszym życiu, ponieważ wielu z nas podejmuje decyzje właśnie na emocjach, a następnie w racjonalny sposób tłumaczą swoje decyzje i zachowania zrzucając jednocześnie winę za negatywne emocje na innych. Słyszę wtedy często, że gdyby nie to czy tamto, to zachowałbym czy zachowałabym się inaczej. Gdyby nie ten czy tamten to moja reakcja byłaby inna. Pamiętaj, że Ty i tylko Ty masz wpływ na swoje emocje.

By jednak wpłynąć na zmianę swoich emocji należy zmienić myślenie. Dlaczego? Bo wszystko zaczyna się od myślenia. Myślenie wpływa na nasze emocje, emocje wpływają na nasze działania, a nasze działanie wpływa na nasze rezultaty. Wynika z tego, że emocje są składową naszych rezultatów i tego co w życiu osiągnęliśmy lub mamy zamiar osiągnąć.

Cytując jednego z pionierów współczesnej psychologii, Williama Jamesa:

„Możesz zmienić swoje życie, zmieniając swoje nastawienie.”

Zasada jest prosta…, gdy myślisz inaczej, czujesz inaczej, zachowujesz się inaczej i w ostateczności osiągasz lepsze rezultaty. Nie pozwól więc sobie, by emocje owładnęły Twoją osobą, bo w ostateczności wpłynie to na całe Twoje życie.

Uświadom sobie swoje możliwości

Naszła mnie dziś pewna refleksja. Refleksja związana z tym co nas na drodze naszego życia spotyka i jak na to reagujemy. I nie piszę tu o sytuacjach mniej lub bardziej pozytywnych, bo nie ma to znaczenia. Bo pozytywne sytuacje nas tylko uskrzydlają dając nam wiatr w żagle. Pytania, które wg mnie warto sobie postawić, jest następujące: Jak reagujesz na sytuacje, które są dla Ciebie negatywne i krzywdzące? Czy jesteś wtedy zły na ludzi i otaczający Cię świat? Czy winisz wszystko i wszystkich, że spotkało Cię nieszczęście?

Jeśli tak robisz to chcę Ci powiedzieć, że nie jesteś wyjątkowy. Wyjątkowym byłoby, gdybyś nikogo i niczego nie obwiniał. I nie martw się tym, że tak się zachowujesz. Całkowicie Cię rozumiem. Sam kiedyś tak reagowałem obwiniając za swoje niepowodzenia cały świat. Jak mając lat 26 nie awansowałem na kierownika pomimo tego, iż byłem przekonany, że powinienem. Jak urodził się Dominik, a lekarze stwierdzili niedotlenienie, sepsę i mózgowe porażenie dziecięce. Jak o mały włos nie utraciłem swojej cudownej żony, bo tylko wymagałem nic nie dając w zamian. Jak odwróciłem się od Boga i wiary na wiele lat. Jak straciłem kilkadziesiąt tysięcy złotych otwierając firmę. I takich przykładów mógłbym tutaj podać bardzo dużo. Bo jak powiedział słynny filozof Seneka „Errare humanum est.” (łac.) czyli „Błądzić jest rzeczą ludzką.” I błędy w naszym życiu to coś naturalnego. Pytanie tylko czy wyciągamy z nich wnioski? Bo jeśli tak, to fantastycznie. Wtedy zdobywamy doświadczenie. Bo czymże to doświadczenie jest? Wg Oscara Wilde, irlandzkiego poety, doświadczenie to nazwa, którą każdy nadaje swoim błędom. Ja często też mówię, że doświadczenie to suma błędów, które w życiu popełniliśmy, a z których to wyciągnęliśmy wnioski.

Uświadom więc sobie swoją moc i swoje możliwości. Sam zacznij decydować o sobie i swoich reakcjach na sytuacje, które w życiu napotykasz. Zacznij skupiać się na pozytywach, bo przyciągasz do swojego życia to, o czym najczęściej myślisz. Jak w życiu spotka Cię coś przykrego to zadaj sobie pytanie dlaczego to mnie spotkało? Czego ta sytuacja może mnie nauczyć? Te pytania wcale nie są proste, łatwe i przyjemne. Bo żeby je sobie zadać należy swoje ego schować bardzo głęboko do kieszeni. Sztuką jest reagować pozytywnie na negatywne sytuacje, bo w życiu wszystko się dzieje po coś. W każdej negatywnej sytuacji można znaleźć coś pozytywnego. Cytując Szekspira „…nic nie jest złem ani dobrem samo przez się, tylko myśl nasza czyni to i owo takim”.

Oznacza to ni mniej ni więcej, że poprzez nasze postrzeganie wydarzeń stajemy się współwinni tworzenia, a także niszczenia, każdej przeszkody, która staje na naszej drodze życia. Bez naszej oceny żadna sytuacja nie jest ani dobra ani zła. O wszystkim decyduje nasze postrzeganie. To Ty i ja decydujemy o tym, jak zinterpretujemy daną sytuację. Zachęcam więc do tego, by w każdej sytuacji w naszym życiu znaleźć coś pozytywnego, nawet jeśli na początku wydaje się to abstrakcyjne.

 

Nigdy nie rezygnuj ze swoich marzeń

Właśnie jesteśmy z Sylwią na fantastycznym spotkaniu. Spotkaniu pełnym inspiracji, którego nigdzie indziej nie doświadczysz. Ale po kolei…

Kilka lat temu zacząłem szukać czegoś, co da nam inny rezultat w życiu, bo obłędem jest robienie cały czas tego samego i oczekiwanie innych rezultatów. Myślałem o założeniu swojego biznesu, bo wiedziałem, że etat nie da mi tego co chcę. Fakt, znam wielu ludzi, którzy zarabiają bardzo dużo pieniędzy na etacie i mają dobre życie, ale nie mają stylu życia. Cały czas jest to tylko 26 dni urlopu w roku i to nie zawsze wtedy kiedy chcemy. A ja tak nie chciałem, bo praca na etacie to jak praca na smyczy, bo nie wiem jak bardzo byś chciał, to i tak nie ty decydujesz o sobie.

I spotkaliśmy się z biznesem sieciowym, który daje taką możliwość. Zaczęliśmy go budować wykorzystując najlepszy na świecie system nauczania firmy Network 21 i dość szybko przyszły pierwsze sukcesy. O tym, że Network 21 jest najlepszy świadczy chociażby fakt, że jest to firma, która działa w kilkudziesięciu krajach na całym świecie i o jej świetności mówi sam John Maxwell. Przyszły pierwsze pieniądze i uznanie. I niestety spoczęliśmy na laurach. Zamiast skupić się na tym, by iść za ciosem, to skupiliśmy się na naszych obecnych zajęciach. Sylwia na swojej firmie, a ja na pracy na etacie. Sylwii marzeniem był rozwój swojej firmy, a moim zostanie przed 40 rokiem życia dyrektorem. Takie tam marzenie faceta. I Sylwia i ja swoje marzenia spełniliśmy. Rozwijając swoje zajęcia nigdy jednak nie zrezygnowaliśmy z nauki i samorozwoju. Codziennie czytaliśmy i czytamy książki, nie opuściliśmy żadnego szkolenia i cały czas jesteśmy w środowisku fantastycznych ludzi sukcesu, liderów, za którymi podążają setki tysięcy osób. I dzięki Bogu, że tak się stało, bo wiele osób nam to odradzało. Ja dostałem nawet ultimatum, że stracę pracę. Skłamałbym, gdybym powiedział, że nasze sukcesy nie są wypadkową systemu szkoleniowego Network 21. Są i każdemu, z kim rozmawiam, o tym wspominam. Książki zmieniły nasze życie. Pozwoliły się rozwinąć i uratowały nasze małżeństwo. Bo nie zawsze było łatwo, lekko i przyjemnie. Ktoś mi kiedyś powiedział, że każdy problem, który kiedykolwiek powstał na świecie, został opisany w książkach wraz z gotowymi rozwiązaniami. I to jest fakt. Wiele razy słyszałem, po co i dlaczego budujemy jeszcze jakiś tam biznes skoro mamy w życiu to co mamy? Budujemy go po to, by mieć styl życia. By samemu decydować o tym, co chcemy w życiu robić. Bo my naprawdę mamy dobre życie, ale nie mamy stylu życia. Wielu naszych znajomych i przyjaciół tego nie rozumie, albo może nie chce zrozumieć. Czasem zastanawiam się dlaczego. Czy dlatego, byśmy nie mieli lepiej w życiu? Nie wiem. Wierzę jednak, że kiedyś się dowiem. Przestaliśmy już dawno słuchać wszystkich, którzy mówią nam, że nie warto, że szkoda czasu itd. Bo ludzie, którzy nam to mówią wcale nie mają lepiej od nas. W ponad 90% przypadków mają od nas gorzej, a i tak dalej mówią, że nie warto. I to jest niesamowite. Niby większość z tych osób chce mieć lepsze życie, ale kompletnie nic z tym nie robi lub cały czas szuka wymówek usprawiedliwiając swoje zachowania. Bo jesteśmy tylko ludźmi, którzy są mistrzami w wynajdowaniu racjonalnych powodów, by czegoś nie robić.

I jest dzisiejsze spotkanie. Spotkanie dla liderów, na które się zakwalifikowaliśmy. Gościem specjalnym jest para z USA, Ken i Jeniffer Woods. Niesamowici ludzie, którzy pracowali w wywiadzie USA. Niesamowita kariera. Ale tak to tylko wyglądało z zewnątrz. Bo to przecież wojsko, w którym nie masz nic do powiedzenia. Na szczęście oni to w porę zauważyli i zmienili swoje życie przy okazji zmieniając życie tysięcy ludzi wokół. Pisząc o zmianie mam na myśli poprawę życia na lepsze. Podobnie jak ludzie, którzy pracują na etacie i boją się zrobić ten krok, by coś zmienić w swoim życiu, ja też się bałem, bo co będzie jak stracę pracę. Aż przyszedł taki moment w moim życiu, że powiedziałem dość! To jest moje życie i to ja sam będę o nim decydował! I tak się właśnie stało. Odszedłem z pracy (pisałem o tym już wcześniej) i czuję się wolny, bo nikt mi już nie powie, że muszę to czy tamto. Wiem, że to dopiero początek. Ale wiem też, że to początek wspaniałego życia, o które zaczęliśmy walczyć. Życia, w którym to my pewnego dnia sami będziemy decydować co i kiedy będziemy robić. Tego nikt nas nie uczy, ani w szkole, ani gdziekolwiek indziej. A my z Sylwią chcemy mieć cudowny styl życia. Taki, jak ludzie, których znamy i z którymi spotykamy się na seminariach.

Wiem, że to co zaczęliśmy robić, pozwoli nam odzyskać nasze życie. Bo wszystko co się dzieje w naszym życiu, dzieje się dla naszego dobra.

Na zdjęciu z Kenem i Jennifer Woods.

 

Bajka o zmianie

Bajka o zmianie

Dawno, dawno temu za górami za lasami…

Nie to było zupełnie niedawno temu. W Oxfordzie, na sławnym uniwersytecie, wykładał filozofię i logikę pewien profesor. Profesor ten był bardzo dobry w sztuce dyskusji. Był niepokonany w argumentowaniu i zawsze miał odpowiedź na każde postawione mu pytanie. Był bardzo ceniony przez studentów i kolegów. W niektórych kręgach uważano go za najlepszego na świecie w sztuce dyskusji. Profesor był z tego oczywiście bardzo dumny, bo któż by nie był. Pewnego dnia usłyszał, że w Japonii mieszka Mnich Zen okrzyknięty niepokonanym w sztuce dyskusji. Profesorowi duch rywalizacji nie był obcy. Postanowił więc przekonać się, który z nich jest naprawdę najlepszy na świecie.
Okazja nadarzyła przy okazji konferencji, na której Mistrz Zen miał przemawiać.
Profesor poleciał do Japonii i już w hotelu nie mógł doczekać się spotkania.
Wypytywał gdzie może spotkać Mistrza. Dowiedział się, że nad rzeką, gdzie Mistrz
medytował. Nie mógł powstrzymać się i pobiegł nad rzekę zmierzyć się z Mistrzem. Zobaczywszy go wyjaśnił cel swojej wizyty.
– Jak chcesz sprawdzić który z nas jest lepszy? – spytał Mistrz
Przygotowałem dla Ciebie pytanie, które dotyczy rzeki, nad która medytujesz.

– Słucham Cię – odpowiedział Mistrz

– Czy można wejść dwa razy do tej samej rzeki? – spytał Profesor
Mistrz się zamyślił. Popatrzył na rzekę, posłuchał jak woda pluska, zobaczył jak na
falach odbija i mieni się słońce. Wciągnął w nozdrza wilgoć rzeki. Włożył do rześkiej
wody jeden palec. Poczuł jak woda go opływa. Zanurzył kolejny a potem całą dłoń.
Długo przyglądał się jak woda omywa rękę. Tak mijały minuty, a Mistrz tkwił w zadumie.

Profesor zniecierpliwiony przestępował z nogi na nogę w niepokoju oczekując odpowiedzi. W końcu poprosił.

– Mistrzu, chyba już czas, abyś odpowiedział na moje pytanie. Ta cisza trwa zbyt

długo. Na to Mistrz wyjął rękę z wody, popatrzył na Profesora i rzekł.

– Drogi Profesorze, czyżbyś nie wiedział, że do tej samej rzeki NIE DA SIĘ WEJŚĆ
NAWET JEDEN RAZ. Rzeka ciągle się zmienia. Zmienia się w chwili gdy wkładasz w
nią czubek palca. Zmienia się gdy wkładasz go dalej. Zmienia się gdy włożysz drugi.
Jest już zupełnie inną rzeką gdy włożysz do niej całą dłoń. Zmienia się gdy w niej ją trzymasz i jest inna gdy wyjmiesz z niej dłoń. Tak samo jest z naszym życiem. Ono jest jak rzeka i też zmienia się w każdej chwili. Paradoks jednak polega na tym, że my ludzie, ciągle uważamy, że z sekundy na sekundę, z chwili na chwilę pozostajemy tacy sami.

Praca na etacie

Witajcie po trochę dłuższej niż zwykle przerwie 🙂

Dziś postanowiłem napisać o swoich przemyśleniach na temat decyzji, którą podjąłem jakiś czas temu, a w tym tygodniu stała się ona faktem. Odszedłem z pracy na etacie! Tak. Wiele razy słyszałem i czytałem, że człowiek po skończeniu 40 lat podejmuje decyzje o tym, by otworzyć swój własny biznes i być samemu sobie szefem. I ta myśl nie dawała mi spokoju. Dlaczego? Bo poznałem bardzo wielu ludzi, którzy pracują dla siebie i spełniają swoje marzenia, a nie marzenia innych osób. I mają styl życia, który ja też chcę mieć. Dlatego w pewnym momencie mojego życia sam zapragnąłem podjąć taką właśnie decyzję. Muszę tu od razu dodać, że absolutnie nie neguję pracy na etacie. Tak pracuję od ponad 20 lat i bardzo dużo przez ten okres się nauczyłem. Piszę, że pracuję, bo właśnie jestem na okresie wypowiedzenia umowy i finalnie nie będę już pracował w październiku. Decyzja ta jest bardzo przemyślana i dokładnie policzona. Wspólnie z moją żoną bardzo długo się do niej przygotowywaliśmy. Od wielu lat czytamy książki, słuchamy nagrań szkoleniowych w formie audio i szkolimy się rozwijając cały czas swoje kwalifikacje. Brian Tracy i wielu podobnych do niego osób cały czas powtarza, że jeśli chcesz sam decydować o swoim życiu, to nie możesz pracować na etacie. Bo etat wbrew pozorom nie daje żadnej stabilizacji, a z drugiej strony większość osób pracuje na etacie i myśli, że ma stabilne i spokojne życie. Tylko z drugiej strony jeśli robisz coś, co robi większość, będziesz miał takie rezultaty, jakie ma większość. Tak samo jest ze sposobem myślenia. Kiedyś na jednej z płyt usłyszałem, by osiągnąć w życiu sukces, należy odejść z gry etatowej i wejść do gry o wolność.  I ta myśl pozytywnie mnie „prześladuje” od kilku lat. Ja zawsze miałem i dalej mam marzenia. I bardzo intensywnie pracuję nad ich realizacją.

Ostatnio jedna z osób, która dowiedziała się o mojej decyzji, zadała mi pytanie co ma zrobić, by podjąć podobną decyzję do mojej? Powiedziałem jej, że musi zmienić sposób myślenia. Ale by to zrobić należy zmienić środowisko. Należy zacząć przebywać z ludźmi sukcesu, którzy mają rezultaty takie, jakie Ty chcesz mieć. Należy czytać i bezwzględnie się uczyć poświęcając większość wolnego czasu na rozwój osobisty. Bo skoro ktoś zarabia 2 tyś. zł to dlatego, że jego wiedza wyceniana jest na 2 tyś. zł. Jeśli chcemy zarabiać więcej to musimy wiedzieć więcej i zrobić więcej. No i usłyszałem, że to nie jest prawdą, że książki nie mogą w tym pomóc. Że Tobie to teraz łatwo jest mówić i takie tam. Dla mnie to wymówki i próba tłumaczenia siebie. Wymówka to nic więcej jak próba znalezienia racjonalnego powodu swoich decyzji.

Mark Twain powiedział: „Jeśli myślisz, że możesz lub jeśli myślisz, że nie możesz, to w obu przypadkach masz rację”. I tak to jest właśnie z tym decyzjami. Ludzie chcą zmian, ale w nie nie wierzą. Chcieliby zarabiać więcej, ale nie zrobią nic więcej by to zrobić. Czasem trzeba zrobić krok w tył, by następnie zrobić dwa do przodu. I taką właśnie ja podjąłem decyzję. I czuję się z nią wolny i szczęśliwy. Odchodzę z firmy, w której odniosłem sukces, w której pracowałem 11 lat i która dała mi dużo siebie. Wszystkie moje wskaźniki w pracy są w trendzie wzrostowym i tym bardziej wszyscy moi koledzy z pracy są zaskoczeni tą decyzją. A ja jestem szczęśliwy, że kolejny raz w moim życiu to ja podejmuję jedną z najważniejszych decyzji samodzielnie. Dostałem kilka smsów o treści „masz chłopie jaja”. Tak, zawsze miałem, bo nikt inny tylko ja zawsze decydowałem o swoim życiu. Kto nie ryzykuje ten nie pije szampana. A ja chcę go pić! To, że ktoś jest dziś w miejscu, w którym nie chce być jest zasługą podjętych wiele lat temu decyzji. Mówi się, że dziś podjęte decyzje będą skutkowały w Twoim życiu za 5 lat. Uważajmy więc jakie one są.

Padają teraz pytania co będę robił. Mam kilka pomysłów na siebie. Jednym z nich jest zbudowanie biznesu sieciowego, bo takowy budowałem, ale tak bardzo pochłonęła mnie praca na etacie i mój awans na dyrektora, że w pewnym momencie przestaliśmy wspólnie z żoną się angażować. Z jednego nie zrezygnowaliśmy. Z nauki, szkoleń, książek i płyt audio. Powiedziałem sobie kiedyś, że dopóki będę na etacie to nie zbudujemy biznesu. Pamiętaj, że sprawdza się wszystko co sobie mówisz. Dlatego wierzę, że teraz zbuduję biznes. Będę też pomagał rozwijać firmę mojej żony, bo potencjał jej firmy jest ogromny. Chcę też uczyć ludzi więc pewnie tak się stanie. Możliwości jest dużo, a pojawiają się dopiero wtedy, gdy decyzje, które podejmiesz płyną prosto z Twojego serca. Decyzje muszę wejść z głowy do serca. Inaczej to nie działa.

Jak już się poukładam „na swoim” to pewnie opiszę jak to jest, a tymczasem jeśli chcecie, to trzymajcie kciuki, a jeśli nie to nie trzymajcie. Ja i tak robię swoje! Wierzę głęboko, że osiągnę swoje cele i marzenia, a mam ich bardzo dużo, bo jak mawiał Abraham Lincoln, najlepszą metodą przewidywania przyszłości jest jej tworzenie. A ja chcę Tworzyć swoją przyszłość!

Czy prawo przyciągania działa?

Jest wiele teorii czy prawo przyciągania działa czy też nie. Wg mnie zdecydowanie działa jeśli tylko w to wierzysz. A jeśli nie wierzysz to też działa, tylko przyciągasz wtedy rzeczy, okoliczności i zdarzenia, których nie chcesz. Dlatego jeśli działa w obu przypadkach, to warto by działało dla nas w sposób pozytywny. Ale by do tego doprowadzić należy bardzo dokładnie określić i napisać to czego od życia oczekujemy. Bo jak coś nie jest dokładnie opisane to otrzymamy to, co chcemy, ale nie zawsze w takiej formie, w jakiej byśmy chcieli.

Od razu też dodam, że nie jestem żadnym ekspertem w prawie przyciągania, choć przeczytałem na ten temat kilka książek i na co dzień stosuję wiele z tego, czego się z nich dowiedziałem. Wiele, co nie znaczy wszystko, ale pozwolę sobie podać i opisać tylko kilka przykładów z życia, w których zastosowane prawo działa, choć nie będę opisywał dokładnie krok po kroku jak do tego doszło.

Spłata kredytu na mieszkanie:

Po raz pierwszy wyraźnie określiłem, czego chcę, gdy mając 26 lat kupiliśmy razem z żoną 3 pokojowe mieszkanie i oczywiście, jak większość młodych małżeństw, wzięliśmy na ten cel kredyt. Powiedziałem sobie wtedy, że spłacę go najpóźniej w dniu moich 35 urodzin. Wiele razy rozmawiając o tym wspominałem właśnie tę datę jako moment spłaty kredytu. Kredyt spłaciliśmy dokładnie w miesiąc po moich 35 urodzinach.

Wymarzone auto:

Mieliśmy wtedy kupioną w salonie nowiutką KIA Sportage i jeździliśmy nią zaledwie 4 miesiące. Pewnego dnia, idąc przez centrum handlowe w Koszalinie, zauważyłem piękny samochód w kolorze brązowym. Był nim Opel Insignia. Powiedziałem wtedy do Sylwii, że następnym samochodem po KIA będzie właśnie ten Opel. Błędem z mojej strony było nie określenie dokładnie daty, ani tego, jak to się stanie, że będziemy mieli to auto. A stało się tak, jakbym nigdy tego nie przewidział. Sylwia, jadąc któregoś razu od klienta, wypadła z zakrętu, wjechała do rowu i dachowała. Auto zostało rozbite i oczywiście poddane kasacji. Na szczęście mojej żonie nic się nie stało. A następne auto to był właśnie Opel Insignia – dokładnie ten, który wtedy stał w centrum handlowym.

Dom w górach:

Moje marzenie od wielu lat. Mieć dom w górach. Tylko nie określiłem jaki to ma być dom. I jest, tylko nie dom, a apartament pod wynajem. Miał być w górach – jest. Miał być w lesie – jest. Miał mieć basen i siłownię – ma. Mam więc prawie wszystko. Prawie robi wielką różnicę 😉

Mistrzostwo Polski Dominika w Armwrestlingu:

3 miesiące przed Mistrzostwami Polski w Armwrestlingu zapisałem i czytałem codziennie, rano i wieczorem, że Dominik zostanie w tym roku Mistrzem Polski w swojej kategorii wagowej. Skąd pomysł na zapisanie i czytanie. Brian Tracy  na jednym ze swoim nagrań audio mówił, żeby ustalić i zapisać na najbliższy rok 10 swoich celów w czasie teraźniejszym. Oprócz tego Tracy  mówi, by czytać je codziennie rano i wieczorem. I tak też robię. I co się stało. Domino zostaje Mistrzem Polski.

Mały kotek:

Mieliśmy jakiś czas temu kota. Był to dachowiec bardzo do nas przywiązany. Fantastyczny wojownik, który z każdej swojej wyprawy przychodził z jakąś raną, wbitym pazurem i innym śladami walki. Maja w tym czasie przez długi czas mówiła, że chce mieć małego kotka. Powiedziałem jej wtedy, że tak, ale dopiero wtedy, gdy nie będziemy mieli naszego obecnego zwierzaka. I … nasz kocur ginie w wypadku pod kołami samochodu! Po tej sytuacji płakaliśmy za nim jak małe dzieci, ale 3 miesiące później do naszego domu zawitał mały kotek rasy brytyjskiej! Zbieg okoliczności? Nie sądzę. I jeszcze jedna ciekawostka. Maja, po tym jak dostała nowego zwierzaka, powiedziała, że jej marzeniem było otrzymać kota jako prezent na I komunię Św. A kot była właśnie taki prezentem.

Mój awans na dyrektora:

I ostatni przykład, że PP działa. W obecnej firmie pracuję już 11 lat. Zaczynałem jako kierownik gastronomii. I wtedy, a było to jakieś 10 lat temu, wymarzyłem sobie, że przed 40 urodzinami zostanę w tej firmie dyrektorem. Ludzie mają różne marzenia, a moim był właśnie awans. Przez wiele lat nic się nie działo, ja robiłem swoje, zmieniali się szefowie, zakresy obowiązków i … 3 miesiące przed moimi 40 urodzinami dostałem awans.

Niesamowite, prawda? Mógłbym takich przykładów napisać jeszcze wiele, ale myślę, że już wystarczy. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że prawo przyciągania działa, gdy my chcemy, by działało i w nie uwierzymy. Zachęcam Was do tego, by samemu decydować o tym, czego od życia oczekujemy. To my, a nie nikt inny, decyduje o tym, co się w naszym życiu przydarza. To od nas zależy, czy osiągniemy sukces, czy nie. Często słyszę, że ta czy inna osoba ma szczęście, a ja zawsze mówię, że szczęście jest wtedy, kiedy przygotowanie trafia na okazję. A okazje przyciągamy do swojego życia sami. Przyciągaj więc to co chcesz od swojego życia.