Bóg nie zawsze powołuje silnych…

Tytuł trochę nawiązujący do obecnej sytuacji czyli nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia,a jestem właśnie na półmetku robienia wigilijnych potraw i naszła mnie chęć napisania artykułu na blogu.

Dawno mnie tu nie było. Kilka tygodni. Nie, nie zrezygnowałem z pisania, ale większość czasu poświęcam teraz kilku innym przedsięwzięciom. Opowiem o nich przy okazji 😉

A teraz do rzeczy … Wszyscy pewnie znamy te historie.

Elvis Presley dostał kiedyś jedynkę z muzyki i usłyszał, że nie powinien rzucać dla śpiewania pracy kierowcy ciężarówki. Michaela Jordana wyrzucili w liceum ze szkolnej drużyny koszykówki. Scenariusz do filmy Przeminęło z wiatrem został odrzucony trzydzieści osiem razy, zanim znalazło wydawcę. J.K. Rowling żyła z pomocy społecznej, zanim, Harry Potter uczynił z niej miliarderkę. Nauczyciel muzyki Beethovena stwierdził, że nie ma on talentu do komponowania. Winston Churchill dwa razy nie zdał do Królewskiej Akademii Wojskowej, a później ukończył ją z najgorszym wynikiem na roku. Lucille Ball odesłali ze szkoły aktorskiej za zbytnią nieśmiałość. Julia Roberts nie dostała roli w operze mydlanej All My Children.

Thomasa Edisona dwa razy zwalniano z pracy za niską wydajność. Babe Ruth miał rekordową liczbę strikeoutów. Walt Disney stracił pracę w gazecie, bo szefowie uznali, że brakuje mu wyobraźni. Van Gogh sprzedał za życia tylko jeden obraz. Abraham Lincoln cierpiał na depresję, miał na koncie dwa nieudane przedsięwzięcia biznesowe i osiem przegranych wyborów.

A przecież Ci wszyscy wymienieni ludzie są ewidentnie ludźmi sukcesu. To przekonuje mnie, że nasze słabości nic nie znaczą. Są tylko rewersem naszych atutów. Między naszymi atutami a słabościami zachodzi zwykle bezpośredni związek. Ludzie często nie wykorzystują swoich atutów, bo wtedy musieliby się zmierzyć ze swoimi słabościami.

Patrzę na to wszystko przez pryzmat m.in. Dominika, który tak naprawdę fizycznie jest dzieckiem wymagającym ciągłej opieki. W porównaniu ze swoimi rówieśnikami jest po prostu słabszy. To dla mnie wielka pociecha, że w Biblii Bóg nie zawsze wybiera tych silnych. Znajduje ludzi grzesznych i słabych, a potem odmienia ich życie. Przypomnijcie sobie Mojżesza, który zabił człowieka, a następnie został wybrany, że wyprowadzić ludzi z niewoli ku wolności. Dawid, który skazał drugiego człowieka na śmierć, trafił na tron. A Jezus do grona dwunastu najbliższych sobie apostołów zaliczył człowiek, który Go okłamał, który w Niego zwątpił i który Go zdradził.

Jedno z bożonarodzeniowych czytań zaczyna się od słów: „Nie bójcie się”! Te trzy słowa oznaczają, że Bóg obdarzy kogoś słabego wielką mocą. Niejaki Linus, bohater filmu „Boże Narodzenie Charliego Browna” postanawia wyjaśnić przyjacielowi, czym jest Boże Narodzenie cytując Ewangelię według św. Łukasza: Nie bójcie się! Oto zwiastuję Wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się Wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan. A to będzie znakiem dla Was: znajdziecie Niemowlę owinięte w pieluszki i leżące w żłobie.

Regina Bret w jednej ze swoich książek opowiada o pewnym księdzu, który zwierzył się jej, że przed przyjęciem święceń miał wątpliwości, czy jest dość silny, żeby zostać księdzem. I wówczas ktoś go zapytał: „A czy jesteś dość słaby?”.

I z tym pytaniem Was zostawiam. To, że ktoś powiedział nam, że nie damy rady, albo, że jesteśmy za słabi to tylko i wyłącznie subiektywna ocena osoby, która nam to mówi. Bo kto z tych „pomocnych” i „przyjaznych” nam osób wie co jest dla nas dobre? Kto z nich wie ile mamy w sobie siły i determinacji, by walczyć? Kto z nich cokolwiek o nas wie?

Korzystając w okazji życzę Wam wszystkich zdrowych i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia w gronie najbliższych. Pozytywnego myślenia, spełnienia wszystkich marzeń i samych pięknych chwil w nadchodzących 2019 roku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *