Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował…

Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś,

niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań.

Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj”

Mark Twain

Bronnie Ware, australijska pielęgniarka pracująca z nieuleczalnie chorymi pacjentami w niemieckim hospicjum, pytała ich o to, czego najbardziej żałują. W obliczu śmierci u każdego z nich następowało przewartościowanie życia i tego, co naprawdę uznawali za ważne. Co przejawiało się najczęściej w ich odpowiedziach?

Żal, że ktoś nie miał więcej odwagi, by żyć życiem prawdziwym dla siebie, i w zamian żył życiem, którego oczekiwali od niego inni. Także żal związany z brakiem odwagi do wyrażania uczuć. Wiele razy nie robimy czegoś, znajdując tysiące powodów – zawsze racjonalnych, ale nigdy dla nas samych prawdziwych – by nie realizować siebie. Co pomyślą inni? Co jeśli się nie uda? Co jeśli zrobię z siebie idiotę?

Wybieramy więc bezpieczniejszą ścieżkę przeciętności i strefy komfortu, które nieubłaganie ograniczają z każdym rokiem nasz potencjał do wykorzystywania własnych talentów, aż w pewnej chwili jest za późno.

Za późno, by wypowiedzieć słowa miłości dzieciom lub żonie, którym nie poświęciło się wystarczająco dużo czasu. By przeprosić tych, których się skrzywdziło. By realizować swoje pasje. Odbyć podróż do wymarzonego kraju i spełniać to wszystko co było naszym marzeniem.

Z tej perspektywy cytat z Marka Twaina ma niezwykłą moc.

Dwa nastawienia

Zaczynając pisać blog nie miałem świadomości, że mogą istnieć dwa nastawienia. Dla mnie do tej pory nastawienie było po prostu nastawieniem. Ale żeby dwa rodzaje? Wg dr Carol Dweck okazuje się, że tak. Oba te nastawienia wynikają z naszego własnego wyobrażenia o sobie samym, które z kolei ma ogromny wpływ na to, jak będzie wyglądać nasze życie. Mogą one (wyobrażenia) zdecydować o tym, czy staniesz się tym, kim chcesz być i czy zdobędziesz to co ma dla Ciebie prawdziwą wartość. Jak to się dzieje? Jak jedno proste przekonanie może być na tyle sugestywne, aby kształtować naszą psychikę, a w rezultacie i życie?

Wg dr Carol Dweck wyróżniamy nastawienie na trwałość i nastawienie na rozwój. Przekonanie, że nasze cechy są ustalone raz na zawsze określa nasze nastawienie na trwałość. Zmusza nas do tego, by raz po raz udowadniać sobie swoją wartość. Niektórym z nas od najmłodszych lat wpajano nastawienie na trwałość. Na świecie jest bardzo wielu ludzi, dla których najważniejszym życiowym celem jest udowadnianie własnej wartości bez względu na to czy jest to szkoła, praca czy związki międzyludzkie. W każdej sytuacji muszą oni potwierdzać swoją sprawność umysłową albo pozytywne cechy charakteru. Każda sytuacja podlega ocenie: „Czy to się zakończy sukcesem czy porażką? Czy zabłysnę czy wyjdę na idiotę? Zostanę zaakceptowany czy odrzucony? Będę się czuł jak mistrz czy też jak nieudacznik?”

Ale w naszym społeczeństwie ceni się inteligencję, osobowość i charakter, prawda? Czy nie jest zatem normalne, że chcemy te pozytywne cechy posiadać? Chcemy, ale istnieje też inne nastawienie, zgodnie z którym nasze cechy nie są po prostu kartami, które otrzymaliśmy od losu, i którymi możemy rozgrywać swoje życie udając, że mamy asy w rękawie, a tak naprawdę jest to tylko para dziesiątek. W tym nastawienie nasze karty to po prostu punkt wyjścia do dalszego rozwoju. To nastawienie nazywa się nastawieniem na rozwój i opiera się na przekonaniu, że podstawowe cechy można rozwinąć poprzez pracę. Chociaż ludzie różnią się od siebie talentem, zdolnościami, zainteresowaniem czy temperamentem, to każdy z nas może się zmienić i doskonalić, jeśli tylko odpowiednio się do tego przyłoży. Czy ludzie wyznający ten rodzaj nastawienia wierzą, że każdy z nas może osiągnąć w życiu wszystko o czym tylko zamarzy? Że może stać się kolejnym Einsteinem? Że wystarczy do tego odpowiednia motywacja i wykształcenie? Nie, są jednak przekonani, że pełny potencjał człowieka jest czymś niemożliwym do poznania i nie dać się przewidzieć, ile każdy z nas jest w stanie osiągnąć po wielu latach nauki i pracy pełnej entuzjazmu.

Czy wiecie, że Darwina i Tołstoja uważano w dzieciństwie za przeciętniaków? Że Edisona wyrzucono ze szkoły mówiąc matce, że jest niedorozwinięty? Że Ben Hogan, jeden z największych golfistów wszech czasów, jako dziecko był niezdarny i miał kłopoty z koordynacją ruchową? I takich przykładów mógłbym tutaj mnożyć dużo więcej. Najważniejsze, by wyrobić w nas samych przekonanie, że wartościowe cechy można wypracować, bo wtedy rozbudzamy w sobie entuzjazm do nauki. Po co marnować czas na udowadnianie sobie i innym jak jesteś dobry, kiedy możesz dalej się doskonalić? Po co szukać przyjaciół i partnerów wśród ludzi, którzy będą wzmacniać Twoje poczucie własnej wartości, zamiast wśród tych, którzy Cię zmotywują do dalszego rozwoju? I po co ograniczać się do tego, co pewne i sprawdzone, zamiast szukać nowych doświadczeń, które będą dla Ciebie wyzwaniem? Upodobanie do wyzwań i wytrwałość okazywana wtedy, gdy coś idzie nie tak, to wyznaczniki nastawienie na rozwój. To ono sprawia, że ludzie potrafią sobie poradzić w najtrudniejszych chwilach swojego życia.

Dlatego uważaj na swoje przekonania o sobie, bo mogą one w dużej mierze kontrolować Twoje życie i sprawić, że nie osiągniesz nawet cząstki tego o czym tak bardzo marzysz.

Z serii motywacyjnych inspiracji – Historia pewnego chłopca, który …

Od czasu do czasu będę na swoim blogu zapisywał historie z życia wzięte. Historie, które swoim zamiarem mają inspirować i to właśnie robią. Czasami też pewnie wycisną niejedną łzę z naszych oczu. Ale co tam. Co jak co, ale historie ludzi, którzy przeszli przez życie mając na swej drodze wiele trudności i wyzwań, inspirują miliony.  I to jest właśnie to nastawienie, które decyduje o wszystkim, a które jest hasłem przewodnim mojego bloga i prowadzi mnie od wielu lat przez życie.
Poniżej opowiem Państwu historię pewnego chłopca, który …, ale po kolei.
Był maj 2002 roku. Wtedy to, 3 maja urodził się planowany i długo wyczekiwany chłopiec.  Wszystko wyglądało fantastycznie. Poród rodzinny, 10 punktów w skali apgar. Lekkie komplikacje przy porodzie nie wskazywały, aby coś się miało wydarzyć. Co wtedy robi świeżo upieczony tata? Idzie to oblać. Nie minęło kilka godzin, kiedy otrzymałem telefon od Sylwii, mojej żony, aby jak najszybciej stawić się w szpitalu. I pierwszy szok! Zobaczyłem naszego syna w inkubatorze. Maluch miał drgawki, a z ust leciała mu ślina. Przez całą noc nie mogłem zasnąć, a przed zaśnięciem wypiłem od razu szklankę wódki. A nad ranem kolejny telefon. Ponownie dzwoniła moja żona mówiąc z płaczem w słuchawce, że dziecko zostało zabrane w trybie natychmiastowym na oddział OIOMu, bo istnieje bardzo duże zagrożenie życia. Mały miał seps lub jak mówią inni posocznicę. Dostał leki, ale lekarze dawali mu na przeżycie zaledwie, albo aż 50% szans. Diagnoza lekarza była jedna: proszę się nastawić, że dziecko – jeśli oczywiście przeżyje – będzie dzieckiem specjalnej troski. Nie będzie chodził, mówił, będzie leżał. To było jak nokdaun. W trybie pilnym zorganizowałem chrzest w niecałą dobę po urodzeniu. Chrzest oczywiście był w szpitalu. I duże też w tym wszystkim szczęście, że wszystko stało się w Koszalinie, bo w tym czasie Koszalin miał jeden z najlepszych dziecięcych oddziałów OIOM pod kierownictwem dr Andrzeja Melki – dzisiejszego naszego sąsiada mieszkającego ulicę dalej. Średnio udaje się uratować 50% dzieciaków. Niezły fart!
Mały się jednak nie poddał i wywalczył przepustkę do życia. Tym zuchem jest nasz syn, Dominik. Ani ja ani moja żona, Sylwia, nie uwierzyliśmy w słowa lekarza. Powiedzieliśmy sobie, że zrobimy wszystko, aby nasz syn wrócił do jak największej sprawności. I zaczęła się walka, która trwa już 15 lat. Po drodze kilka operacji, ciągłe wizyty w szpitalach, u lekarzy i codzienna rehabilitacja 7 dni w tygodniu, a często i więcej razy. Ostatnia operacja odbyła się w październiku 2017. Dominik ma na stałe wkręcone w stopy tytanowe śruby, a na rok blokady w kolanach, które mają w tym roku zostać mu wyciągnięte. Lekarzem, który opiekuje się Dominikiem, jest prof. dr hab. n. med. Andrzej Grzegorzewski z Łodzi (na zdjęciu z Dominikiem). Fantastyczny facet!

Gdy Dominik miał 10 lat, zauważyłem, że jak na swój wiek jest on wyjątkowo
silny. Zaprowadziłem go do trenera armwrestlingu – Jarka Zwolaka (na zdjęciu wraz z Dominikiem).

Jarek po kilku minutach zabawy przy stole do siłowania stwierdził, że nigdy w swojej karierze trenera nie miał tak silnego 10 latka, i że chciałby go trenować. I tak się zaczęło. Na początku była to zabawa i treningi jeden raz w tygodniu. Całość traktowaliśmy raczej jako kolejną formę rehabilitacji. Mając lat 12 nasz młokos dostał zgodę z Polskiej Federacji Armwrestlingu na występ w Mistrzostwach Polski i przerażony wystąpił stając do walki przy stole z Mistrzami Świata i Polski. Oczywiście wszystkie swoje walki przegrał, ale za swój występ otrzymał medal dla najmłodszego zawodnika w historii tych zawodów. Nigdy przed jak i do tej pory nie wystąpił na imprezie rangi mistrzowskiej tak młody zawodnik. I myślę, że jeszcze długo nie wystąpi. Minęło 2 lata i postanowiliśmy wspólnie z trenerem wystawić młodego siłacza na kolejnych Mistrzostwach Polski. Był marzec 2017. Zawody odbywały się w Szczyrku. Domino, ku zaskoczeniu wszystkich tam obecnych, a pamiętali go z MP z 2015, zdobył brązowy medal na obie ręce w kategorii Junior 18 dzieci zdrowe w wadze do 50 kg. Szok! Nikt się tego nie spodziewał nawet w najśmielszych marzeniach. Bo niby dlaczego? Jako 14 latek nie miał prawa zdobyć medalu. A jednak. Po tym sukcesie dostał powołanie do kadry narodowej na Mistrzostwach Europy, które odbyły się w Katowicach. I wrócił z nich z dwoma dwoma srebrnymi medalami w kategorii niepełnosprawnych Junior 18 lat w wadze do 55 kg! W listopadzie 2017 na Pucharze Świata w tej samej kategorii w Rumii zdobył dwa brązowe medale! 3 starty i 6 medali! Nie wspomnę już o wywiadach dla TVN24, TVP1, TVP3 i artykułach w wielu gazetach (więcej o tym znajduje się na stronie Dominika www.dominikzaorskiarm.pl i na jego fanpage na Facebook Dominik Zaorski Armwrestling).
Jak Dominik odbierał medale na tych imprezach jak miałem łzy w oczach, a duma, którą wtedy czułem jest nie do opisania.
Dzięki mojemu synowi ja też zacząłem trenować ten sport i z ostatnich Mistrzostw Polski Amatorów wróciłem z 5 miejscem (na 14 zawodników) w kat. 86 kg trenując zaledwie 4,5 miesiąca.
Teraz wspólnie przygotowujemy się do startu w Mistrzostwach Polski, które odbędą się w Cieszynie w dniach 17-18.03.2018.

Wspólny trening ma jeszcze jedną ogromną korzyść. Buduje coraz mocniejszą więź pomiędzy mną, a Dominikiem, choć nie jest łatwo, a ja jestem bardzo wymagającym tatą. Czasami są łzy i zadaję sobie pytanie czy warto. Patrzę jednak na Dominika, widzę jak chodzi o kulach i walczy, widzę ile już osiągnął i muszę stwierdzić, że warto. I wiem, że to nie jest ostatnie nasze słowo.
Wspomniałem o zawodach w Cieszynie. Właśnie z nich wróciliśmy i …ja zająłem 5 miejsce na obie ręce i przede mną jeszcze dużo nauki i pracy, a Domino zdobył na nich brązowy medal w kategorii Junior 18 55 kg na rękę lewą oraz złoty medal w kategorii 50 kg na rękę prawą! I był znowu maskotką Mistrzostw.  Dzień drugi i … złoty medal! Drużynowo wspólnie z zespołem zajął drugie miejsce w Polsce w kategorii Junior. Czy ktoś kiedyś by się spodziewał? Czasem zastanawiam się ile Dominik może osiągnąć w tym sporcie. Ma jako przykład fantastycznych kolegów z zespołu. Medalistów Mistrzostw Świata, Europy, Polski i Pucharu Świata. Są nimi m.in. Maciej Gralak i Dawid Łapa. Jeszcze z nimi przegrywa, ale wierzę, że nadejdzie taki dzień, że Panowie uznają wyższość swojego najmłodszego kolegi, bo … tak jest w sporcie, że młodsi wypierają tych starszych. Każdy ma swój czas. Dominika jeszcze nadejdzie.

 

Dzielę się z Państwem tą krótką historią nie dlatego, aby się chwalić, ale dlatego, żeby pokazać jak ważna jest wiara, nastawienie i przekonanie do tego co chce się osiągnąć w życiu. Czasem na sukces trzeba czekać latami i nie wiesz, kiedy przyjdzie. A przyjdzie w najmniej oczekiwanym momencie. Warunek jest jeden. Nie możesz zrezygnować!
W tej walce nie można przegrać. Można jedynie zrezygnować. I tak jest w każdej dziedzinie życia. Dla wielu osób rezygnacja jest czymś najłatwiejszym. I dlatego tak wiele osób rezygnuje ze swoich marzeń.
Mark Twain powiedział kiedyś:
„Jeśli wierzysz, że dasz radę to masz rację. Jeśli nie wierzysz, że dasz radę, to też masz rację.”
Wierzę, że Dominik może być inspiracją dla wielu ludzi na całym świecie, a obecne sukcesy to dopiero początek. Wiem też, że już jest dla wielu inspiracją, choć on sam nie zdaje sobie jeszcze z tego sprawy. W zeszłym roku po powrocie z Pucharu Świata, na którym Dominik zdobył brązowe medale na obie ręce, podszedł do mnie trener Dominika i powiedział, że jeden ze starszych kolegów Dominika z zespołu, który dopiero co zaczął trenować armwrestling stwierdził, że chce być taki jak Dominik…Łza się w oku kręci.
Damian Zaorski (dumny tata Dominika)

Nastawienie decyduje o wszystkim, choć nie zastąpi ono kompetencji

Jestem wielkim zwolennikiem pozytywnego nastawienia. Zawsze, gdy ktoś pyta mnie co słychać, odpowiadam – dziękuję, fantastycznie. Nawet, jeśli tak nie jest. Zapytasz pewnie dlaczego? Dlatego, że otrzymujesz od życiu wszystko to na czym najbardziej się skupiasz i o czym najczęściej myślisz. A ja chcę myśleć i myślę pozytywnie i oczekuję jednocześnie od swojego życia wielkich rzeczy. Moje przekonanie przejawia się w relacjach, w pisaniu, w sposobie bycia, mówieniu – we wszystkim. Oczywiście, że są chwilę, kiedy jestem w słabszej formie, ale wtedy robię rzeczy, które dodają mi energii. Czytam książkę motywacyjną, oglądam filmy motywacyjne, idę na siłownię. Chociaż wierzę w nastawienie, nie uważam go za panaceum. Nigdy tak nie uważałem i nigdy nie będę uważać, bo postawa nie może zastąpić kompetencjiNie jest w stanie obdarzyć Cię umiejętnościami, których nie posiadasz. Nie może spełnić wszystkich Twoich marzeń, ale może nadać ton Twojemu życiu. Jeśli dwie osoby o różnym nastawieniu, ale podobnych umiejętnościach weźmiemy pod lupę, to ta z lepszym nastawieniem ostatecznie odniesie większy sukces w życiu i będzie bardziej cieszyć się życiem. Z własnego doświadczenia wiem, że żadna zmiana w życiu nie będzie miała bardziej pozytywnego wpływu na Twoje życie, Ciebie i Twoje otoczenie niż podjęcie decyzji dotyczącej poprawy własnego nastawienia.

Wg Johna C. Maxwella, który jest światowej sławy ekspertem m.in. na temat przywództwa, jeśli Twój potencjał postawy nie wygląda tak, jakbyś chciał, rozpocznij proces jego zmiany na lepsze, uznając poniższe prawdy:

1. Muszę coś zmienić – zmiana jest osobista i tylko Ty możesz ją wprowadzić.

2. Jestem w stanie się zmienić – zmiana jest możliwa i dokonało jej wielu ludzi.

3. Moja zmiana zostanie nagrodzona – zmiana jest pożyteczna i zobaczę jej rezultaty.

Postawa jest jedną z najbardziej elastycznych, a zarazem najbardziej odpornych aspektów Twojej osobowości. Jeśli oczywiście chcesz, możesz ją zmienić bez względu na swój wiek czy okoliczności. Możesz stać się osobą o pozytywnym nastawieniu i widzieć szklankę do połowy pełną. Czy to jest łatwe? Nie. A czy jest możliwe? Zdecydowanie tak! Przestań być pesymistą, który we wszystkim widzi problem. Niektórzy powiedzą STOP. Ja nie jestem pesymistą, tylko realistą. I co z tego. Czy gdyby wielcy tego świata tacy jak Einstein, Edison, Bell, Volta i inni byli realistami, to czy dziś żylibyśmy w dzisiejszym świecie z tymi wszystkim odkryciami i wynalazkami? Każdy z nich musiał trochę bujać w obłokach i mieć wiarę w to, że jest w stanie stworzyć wynalazek, który zrewolucjonizuje świat.

Davies Guttman, autor książki The Power of Positivity (Siła pozytywnego nastawienia) wyjaśnia w jaki sposób mogą zachowywać się i reagować ludzie znajdujący się dokładnie w takich samych okolicznościach:

„Wyobraź sobie dwóch studentów, którzy otrzymali dokładnie takie same niskie oceny na egzaminie. Pierwszy student myśli: „Jestem takim nieudacznikiem! Przedmiot ten nigdy mi nie wychodzi. Niczego nie potrafię dobrze zrobić!” Drugi student natomiast zastanawia się: „Test był bardzo trudny! No ale przecież to był tylko jeden egzamin. Inne przedmioty idą mi całkiem nieźle”. Obydwaj studenci reprezentują dwa typy czegoś, co psychologowie nazywają „stylem wyjaśniania”. Na ten temat nie będę się jednak rozwijał tylko zachęcam do sięgnięcia do książki. Autor stwierdza: „Pesymiści skłonni są traktować problemy jako coś wewnętrznego, niezmiennego i globalnego, podczas gdy optymiści są tego przeciwieństwem.”

Nastawienie to temat rzeka i mógłbym o tym pisać i pisać, bo to przecież mój konik i temat przewodni mojego bloga. Ale przecież nie o to tu chodzi, bo jak w każdej sytuacji znajdą się fani tego wpisu, ale też i jego przeciwnicy. Więc wystarczy.

Podsumowując ten dzisiejszy wpis stwierdzam, bazując na własnym doświadczeniu, że będąc optymistą i człowiekiem z pozytywnym nastawieniem po prostu łatwiej się żyje 🙂

Zawsze do celu

Mam taki utwór, który bez względu na wszystko stawia mnie na nogi. Nie tylko mnie, ale i mojego syna. To utwór zespołu NPWM (Najlepszy Przekaz w Mieście).  A o czym jest ten tekst? O marzeniach, ciągłej walce i o tym,  że z każdej porażki możesz się otrząsnąć i iść do przodu. To, co różni ludzi sukcesu od pozostałych osób, to ilość porażek. Każdy wielki człowiek tego świata, który odniósł sukces, zanim go osiągnął wiele razy leżał na deskach. Wiele razy poniósł porażkę, z której się podniósł. Nigdy się nie poddał. I tę właśnie zasadę zaszczepiam w swoich dzieciach. Ja raz w życiu się poddałem i wtedy powiedziałem sobie, że już nigdy więcej. Był to mój pierwszy start w maratonie, po niecałym roku biegania. W treningach biegałem już odcinki 30 km i byłem przekonany, że dam sobie radę w maratonie. Jak bardzo się jednak myliłem. Wystartowałem w Dębnie. Przed zawodami zachorowałem tak mocno, że niezbędne były antybiotyki. I m.in. one zrobiły swoje. Na 27 km „odcięło mi prąd” i ledwo zszedłem z trasy. Później przez kolejne 5 tygodni chorowałem, a lekarze nie wiedzieli co mi jest. I tak jak nagle przyszła choroba, tak nagle mnie opuściła. Powiedziałem sobie wtedy, że już nigdy nie zejdę z trasy żadnego biegu i nigdy się nie poddam. A życie wiele razy to moje postanowienie weryfikowało i pewnie nie raz jeszcze zweryfikuje. Najtrudniejszą do tej pory sportową próbę przeszedłem biegnąc w biegu górskim z serii Runmageddon Hardcore. Trasa miała długość 24 km, a mi na 15 km nie wytrzymało kolano i biodro. I już chciałem zejść z trasy ze łzami w oczach, gdy przypomniałem sobie, co postanowiłem po nieudanej próbie ukończenia maratonu. Nigdy nie rezygnuj! Uzmysłowiłem sobie również, że na mecie czekają na mnie żona i dzieci. Czekają już 3 godziny… Nie mógłbym spojrzeć im w oczy, gdyby mnie zwieziono z trasy. Ktoś powie, że to nieodpowiedzialne. Pewnie tak,  ale w takich sytuacjach człowiek tak nie myśli. I ukończyłem ten bieg, choć z planowanych 4 godzin wyszło ponad 5 godzin i 30 minut. Na metę wszedłem jak zombi, jednak widok czekającej na mnie mojej ekipy był bezcenny. Życie sprawdza nas na każdym kroku. Sprawdza, czy trzymamy się naszych postanowień i czy jesteśmy gotowi do poświęceń. A może to wszystko to mrzonka i na każdym kroku szukamy wymówek. Że to nie ten moment, że jutro, że innym razem, że za rok, że jak zrobię to czy tamto. A może tak nasze wymówki zamienić na powody. Ktoś powie, że nie ma czasu i dlatego czegoś nie zrobi. A z drugiej strony mógłby powiedzieć, że właśnie dlatego coś zrobi, bo nie ma czasu. Ktoś inny powie, że to nie jest dobry moment na jakiekolwiek zmiany w życiu, bo ma dzieci. A równie dobrze mógłby powiedzieć, że dzieci są powodem, a nie wymówką. I takich przykładów mógłbym tutaj podać więcej. Jeśli ustalamy sobie jakiś cel to życie właśnie wtedy kładzie nam kłody pod nogi, by sprawdzić jak ważny jest dla nas obrany wcześnie cel. I większość z nas, ludzi, właśnie wtedy się poddaje, bo tak jest pewnie łatwiej. Ustalamy sobie cel w postaci np. zgubienia zbędnych kilogramów lub rzucenia palenia. Pierwsza nadarzająca się okazja spowoduje, że zrezygnujemy, jeśli ten cel nie będzie wypływał z naszego serca. I wmawiamy sobie, że jest trudno, że inni mogą tylko nie ja, że następnym razem to już na pewno. I cały czas siebie oszukujemy.  Bo dla wielu ludzi tak jest łatwiej. Wniosek z tych moich przemyśleń jest taki:

Ludzie zrobią wiele w swoim życiu tylko wtedy, kiedy ich cel lub jak kto woli marzenie, będzie tak wielkie, że będzie paliło ich od środka. W innym  przypadku znajdziemy dziesiątki wymówek, aby czegoś nie zrobić.

Poniżej zostawiam Państwu tekst piosenki „Zawsze do celu” i proponuję przeczytać go bardzo uważnie.

To jest ten dzień
To jest ta chwila
Głęboki wdech
To niepowodzenie już przemija
Odparty lęk
Przecież potrafisz wygrywać
Dawaj do przodu
Wyciągnij dłonie i to zdobywaj
Nieprawdą jest to, że mówili nie dasz rady
Nieprawdą jest, że nie możesz zostać wygranym
Nieprawdą jest mówienie marzeń nie osiągniemy
To jest w twojej głowie
To od Ciebie zależy
Potrafisz wierzyć?
Potrafię!
Więc dalej walczę
Założenie, że każdy powinien mieć szansę
Gdy upadniesz pamiętaj – razem wstaniemy
Jeśli nie tym razem to pofarci się następnym
Nie pierwszy raz mówię, że wiara daje wsparcie
Wygranym jest już ten, który staje na starcie
Nie ważne czy pokażesz zapis wyników
Ważne ile potu wylałeś tu na treningu

Do celu masz niewiele tak
A gdy upadniesz
Pomogę ci wstać
Po prostu walcz
Nie poddawaj się
To może być twój szczęśliwy dzień

Olej co mówią o Tobie wszyscy
Masz swój cel inny od wszystkich
Masz wartość większą od pieniędzy
Tylko trening pozwoli być najlepszy
Chociaż szczyt jest bardzo wysoko
Jesteś w stanie sięgnąć go całym sobą
Na ramieniu torba i cicha muzyka w tle
Musisz tylko uwierzyć że
Że nie ma mowy by coś nie wyszło
Masz marzenia to znaczy, że masz wszystko
Pamiętaj jedno w sercu jest iskra to co reprezentujesz sobą

Do celu masz niewiele tak
A gdy upadniesz
Pomogę ci wstać
Po prostu walcz
Nie poddawaj się
To może być twój szczęśliwy dzień

Jeżeli ktoś kiedyś powiedział ci, że jesteś słaby
Że nie dotrzesz tam, gdzie zamierzałeś dotrzeć
To najwyższy czas stanąć tu, razem z nami
I udowodnić tym wszystkim, którzy tak mówili, że nie mieli racji

Do celu masz niewiele tak
A gdy upadniesz
Pomogę ci wstać
Po prostu walcz
Nie poddawaj się
To może być twój szczęśliwy dzień